Stoję, nie
mogę się poruszyć, ciał odmówiło mi posłuszeństwa po tym co zobaczyłam.
Jakieś
dwadzieścia metrów przede mną dwóch chłopaków i jedna dziewczyna, walczą ze
smokiem. Tak... SMOKIEM. Takim jak w bajkach, tylko że on chyba nie jest
milutki jak Szczerbatek. To wielki oślizgły gad z potężnymi skrzydłami i
wielkim pyskiem z którego wydobywają się słupy ognia. Nie wiedziałam co robić,
tylko stałam jak słup soli.
- Kryj się! -
Zawołała do mnie dziewczyna trzymając w ręku wielki miecz. Zaraz, przed chwilą
go niemiała...
Myśl ta
szybko odeszła kiedy smok zionął ogniem, a ja postanowiłam skryć się za autobus
stojący na poboczu.
Może
zacznijmy od początku...
Jestem
Camille, mieszkam w Polsce, w małym miasteczku razem z moją ciocią i kuzynem.
Nie mam rodziców, zginęli w wypadku. Mam piętnaście lat i normalnie chodzę do
szkoły. Mam to szczęście że w tej szkole nie musisz nikogo udawać, ludzie lubią
cię za to jaki jesteś, czyli w moim wypadku za moją dziwność, kreatywność i
zdrowo rypnięty umysł. Oczywiście nie jestem taka ciągle, gdy jestem sama,
jestem trochę inna, mroczna... Dobra wróćmy do tematu. Mam dość sporą grupę
przyjaciół i kolegów, tak ogólnie to wiedzie mi się świetnie.
Czy to nie
dziwne że piętnastolatka chodzi sama o trzeciej w nocy po mieście? Może, ale
właśnie wracałam z przyjęcia urodzinowego mojej przyjaciółki. Przez większość
drogi szłam z moją koleżanką i jej starszą siostrą, ale kiedy doszłyśmy do ich
domu, to postanowiłam, że pójdę sama, choć proponowały mi, że mogą mnie
odprowadzić. Teraz żałuję, że im odmówiłam.
Stałam za
autobusem i patrzyłam jak trójka nieznanych mi osób walczy z wielkim smokiem.
Przysięgam nic nie piłam, no prócz wody i soku jabłkowego. Może to po nim mam
takie halucynację. Nie, nie, nie, nie... To wszystko jest zbyt realne.
Na polu walki
zobaczyłam dziewczynę, wyglądała na rok starszą ode mnie. Była ładna, miała
dość długie blond włosy z czerwonymi pasemkami uplecione w warkocz. Ubrana była
w luźny ciemny t-shirt, ciemne jeansy z dziurami, nie jestem pewna czy specjalnymi
czy od walki, oraz glany. Jej broń ciągle się zmieniała, raz była włócznią, raz
mieczem, a teraz pięknym łukiem.
W walce brał
też udział mężczyzna, wyglądał jakby miał koło dwudziestki piątki, był
napakowany i silny, typowy mięśniak. Wydaje mi się, że nie miał jednej ręki,
ale i tak walczy najlepiej z całej trójki. Miał bardzo długą włócznię i tarczę.
Co do jego ubrania nie jestem pewna, ponieważ wydaje mi się, że co chwilę się
zmieniało. Raz widziałam go w ciemnych okularach, skurzanej kurtce spodniach
oraz glanach, a raz w zbroi rodem z średniowiecza oraz hełmie wikinga ...
No i chłopak,
chyba w moim wieku, jest strasznie uroczy.... Tak wiem to nie pasuje do
sytuacji, kiedy widzę jak wbija swój miecz w łuski wielkiego potwora, no, ale
taka prawda. Miał rozkopane brązowe włosy, pewnie z powodu walki. Był ubrany w
zwykły t-shirt, dresową bluzę, jeansy i trampki. No i był uroczy i.... nie no
chyba się zakochuję, co nie jest w moim stylu. Mając piętnaście lat jeszcze
nigdy się nie zakochałam, tak wiem, dziwna jestem, ale taka prawda, może było
kilka lekkich zauroczeń, ale one szybko mijały.
Wracając do
tego, co się dzieje w walce, no cóż, chyba smok wygrywa... Czuje, że powinnam
im jakoś pomóc, ale jak? Jedyne, co umiem to przywalić mojemu kuzynowi żeby się
odczepił, a wątpię, że ten gad jest takim słabeuszem. Jednak czuję, że muszę
tam wejść i coś zrobić, nie mogę tu bezczynnie stać i patrzeć jak ci ludzie
giną. Porozglądałam się i zauważyłam, że na ziemi leży butelka i długa gałąź.
Dałoby się z tego zrobić taka prowizoryczną włócznie. Odnalazłam w moim plecaku
taśmę i wzięłam się do roboty.
Kiedy już
prawie skończyłam usłyszałam za sobą głos:
- A co ty
robisz?- Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę.
- A taką
pro...- Dotarło do mnie, że dziewczyna, która do mnie mówiła jest tą samą,
która walczyła, ale co się stało, czemu już nie walczy? Szybko się odwróciłam i
zauważyłam także resztę jej towarzystwa, w pośpiechu wyjrzałam za autobus i
zorientowałam się, że smoka nie ma. - Ale... on... te... s..smok... a... wy...
zni... i...
- Tak właśnie
przed chwilą go pokonaliśmy. A właściwie, co robisz sama o trzeciej w nocy na
ulicy?- Zapytał ten mięśniak.
- Yyy...
no.... Ja wracam od przyjaciółki i szłam do domu i...
- Ok. To już
wiemy, mam pytanie, czy mogłabyś nam pomóc. Wiesz gdzie mieszka pani Rose
Black??
- Rose Black?-
Zdziwiło mnie że o nią pytają.- Czego wy chcecie od mojej cioci?
- Twojej
cioci?- Powiedział mięśniak, a wszyscy się po sobie popatrzeli.- Nieważne,
powiemy ci później, ale proszę zaprowadź nas do niej...
- No ok.
Ω
Nie
wiedziałam czy dobrze robię prowadząc ich do mojego domu, a co jeśli chcą nas
uprowadzić i zabić? Ok. Moja wyobraźnia trochę wariuje. Ale naprawdę nie wiem
czy powinnam im ufać, a jednak coś głęboko we mnie mówi mi że nie muszę się ich
bać. To może trochę dziwne, ale ufam swojej intuicji, rzadko mnie zawodzi. Raz
gdy...
- Zimno ci? -
Usłyszałam głos i spojrzałam w kierunku z którego dochodził. Pytał się o to ten
uroczy... no znaczy, nawet nie wiem jak ma na imię, spuściłam głowę. Po chwili
poczułam jak bluza ląduje na moich ramionach, spojrzałam na niego, był naprawdę
uroczy... STOP... ja tak nie mogę, znów spuściłam wzrok. Ja nie mogę się
zakochać. Czemu? Po prostu nie, może się boje... Nawet nie wiem czego, ale się
boje. To dziwne wiem, ale taka prawda, boję się zakochać. Nie mogę tego zrobić,
a jak już to na pewno nie w chłopaku którego pierwszy raz widzę na oczy i nawet
nie wiem jak ma na imię...
- Mike.-
Powiedział, a ja popatrzałam na niego, najprawdopodobniej z otwarta buzią.
- Co Mike?-
Zapytałam.
- No tak mam
na imię.- Powiedział i uśmiechnął się. To było dziwne, on mi czyta w myślach
czy co?- A ty?
- Camille.-
Odpowiedziałam i zauważyłam że właśnie doszliśmy do mojego domu, o dziwo
światło w salonie się świeciło. Ciocia powinna już dawno spać, a młodszy ode
mnie o rok kuzyn Jack na pewno nie wytrzymałby do tej pory. Otworzyłam drzwi i
wpuściłam naszych gości. Zdjęłam buty i bluzę, która podałam Mike'owi.
- Dziękuje.-
Powiedziałam i poszłam dalej. W salonie zauważyłam ciocię, która siedziała przy
komputerze i coś pisała.- Yyyy... ciociu.. masz gości.
Ciocia
popatrzyła w moją stronę oraz na moich towarzyszy, wstała i z uśmiechem na
twarzy powiedziała:
- Witaj
Tyrze! Wyglądasz młodo jak zawsze.- Uścisnęła się z nim.- A to kto?
- Witaj! A ty
pięknie, a to są jedni z moich najlepszych uczniów Mike i Luiza.- Powiedział,
jak się domyślam, Tyr.
- O no to
świetnie, może kawy?- powiedziała ciocia.
Ω
To jest jakiś
żart czy coś? O trzeciej w nocy spotykam dwoje nastolatków pod opieką dziwnego
mięśniako-wikinga, którzy walczą ze smokiem, a później chcą żebym ich
zaprowadziła do mojej cioci, a ona proponuje im kawy? Nie no, normalka.
No, więc Tyr,
Mike i Luiza usiedli w salonie, a ja z ciocią poszłyśmy do kuchni.
- To ty ich
znasz? Oni walczyli z smokiem i...- Nie wytrzymałam, to dla mnie za dużo,
usiadłam na krześle i zakryłam twarz w dłoniach.- Czy ja oszalałam?
- Nie,
kochanie.- Powiedziała ciocia i siadła koło mnie.- To wszystko prawda.
- Ale
ja..ja... jak??
- Nasza
rodzina ma długa historie, a oni są jej częścią..
- Czyli to
nasza rodzina?
- No nie do
końca. Wszystko zaczęło się od twojej babci, przez przypadek związała się z
jednym z nordyckich bogów, Odynem, moim ojcem. Ona nie wiedziała o tym że był
bogiem, ale zaszła z nim w ciąże. Później on musiał odejść, a ona się załamała.
Gdy miałam cztery lata, sytuację tą postanowił wykorzystać inny bóg, Loki. Tak
i powstała twoja matka. Gdy miałam dziesięć lat, nasza matka umarła, a bogowie
postanowili nas przygarnąć, tak poznałam Tyra, boga wojny i sprawiedliwości,
ojca Jacka.- Patrzyłam na nią z otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w ani
jedno słowo, lecz gdzieś w głębi wiedziałam że to prawda, wiedziałam że to
wszystko się zdarzyło, ale i tak ciężko było w to uwierzyć.
- Co? Ok. Ta
cała sytuacja z tymi bogami jest mega dziwna, ale o dziwo w nią wierzę.-
powiedziałam, a po chwili dodałam.- Ale bóg wojny ojcem Jacka? Przecież to
mięczak.- Gdy to powiedziałam Rose zmierzyła mnie wzrokiem. - No dobra, a co z
moim ojcem?
- Twoja matka
nigdy nie powiedziała mi kim był twój ojciec.
- Ok. -
powiedziałam z zawodem, w tej samej chwili gdy czajnik oznajmił że woda się
zagotowała.
Gdy zalewałam
kawę woda ciągle myślałam o tej sytuacji. Co to wszystko ma znaczyć? Że niby
moim dziadkiem jest bóg? To wszystko brzmi niedorzecznie. Ale coś mi jednak
podpowiada że to prawda. Właśnie skończyłam nalewać wodę, więc wzięłam kubki do
salonu. Postawiłam je na stole, a ciocia zaczęła rozmowę.
- Więc,
Tyrze, co was tu sprowadza?
- Ymmm no bo.-
Tyr popatrzył się na mnie niepewnym wzrokiem.
- Ona wie.-
Wtrąciła ciocia.
- Ymm tak?
Więc zdaje nam się że Loki próbuje ją odnaleźć, musimy ją ukryć w Asgardzie, a
przy okazji na mojego syna też już pora.
- Ach, tak...
Dobrze. Więc może jutro wyjedziemy?
Co? Jutro?
Nie mogłam uwierzyć że mi to robi, przecież wie że mam idealne życie,
przyjaciół, świetna szkołę i co? Ma to tak z dnia na dzień zostawić. Nie mogę.
Spojrzałam na ciocię i szybko uciekłam do mojego pokoju, w którym się zamknęłam
i nie mogąc więcej o tym myśleć przebrałam w piżamę i zasnęłam.
Ω
Byłam w
ciemnym pomieszczeniu, nie wiedziałam gdzie. Przez chwilę słyszałam tylko
kapanie wody, lecz nagle usłyszałam głos.
- Musimy ją
znaleźć! Ona może być naszą ostatnią szansą.
- Tak, wiem,
ale nawet jeśli ją znajdziemy to co zrobimy?
- Nie wiem,
ale ona może być naprawdę ostatnia szansą. Jest strażniczką, a potwory już
zaczynają współpracować.
- Ale myślisz
że czemu ostatnią? Te światy nie powinny się spotkać, bogowie nie wytrzymają
bez rywalizacji o to który jest lepszy. Chcesz rozpętać trzecia wojnę światową?
- Trzeba było
o tym pomyśleć zanim pozwoliłeś jej matce...
- Skończ!
Odyn już wysłał po nią swoich, jeśli mamy ją odbić to tylko z Asgardu, ale
oboje nie mamy tam wejścia.
- Ale wiem
kto ma...
Obudził mnie
stukot do moich drzwi. Podniosłam się na łóżku i wierzchem ręki przetarłam
oczy. Powoli docierało do mnie co się stało, to o czym się dowiedziałam i cały
ten sen. Coś mówiło mi że to się łączy... Z zamysłu wyrwał mnie ponowny stukot.
Szybko wstałam i podeszłam do drzwi. Powoli je otworzyłam. Znając moje
szczęście kto mógł stać w drzwiach? No oczywiście że Mike. Wyglądał cudnie...
nie no naprawdę musze się ogarnąć. No, ale wracając do tematu, on wyglądał
cudnie, a ja w rozczochranych włosach i piżamie, jak strach na wróble.
- Hej,
przyszedłem zobaczyć czy już wstałaś, jeśli cię obudziłem to przepraszam.
- Mam być
szczera? To tak, obudziłeś mnie, chociaż nie wiem czy to nawet nie lepiej.
- Miałaś
sen?- Spytał się z niedowierzaniem.
- Yyy no tak,
ale wiesz często miewa się sny.
- Ach, no
tak, chodziło mi bardziej o taki proroczy sen lub sen w którym się gdzieś
przenosisz, my w Asgardzie miewamy je bardzo często, ale rzadko się zdarza żeby
ktoś po pierwszym dniu, miał już sen, właściwie to chyba nigdy.
- No ten sen
był taki dość dziwny.
- Opowiedz mi
go.- Poprosił, więc go wpuściłam. Szybko pościeliłam łóżko i usiadłam na nim
poklepując miejsce koło mnie. Mike szybko usiadł, a ja opowiedziałam mu mniej
więcej cały sen.
- To zapewne
Loki i Hel, musimy zabezpieczyć Asgard, jeśli ktoś od nich się tam dostatnie to
będzie kiepsko.- Powiedział, wstając i chcąc wyjść, lecz szybko złapałam go za
nadgarstek i pociągnęłam w stronę łóżka, oczywiście co się stało? Mike
wylądował prosto na mnie. I ja i on mieliśmy zakłopotane miny, i szybko się od
siebie odsunęliśmy.
- Prze...przepraszam.-
Wyjąkałam.- Ja chciałam tylko się spytać o co w tym wszystkim chodzi. Niby
słyszałam wszystko wczoraj, ale nadal nic nie rozumiem. Czyli ze co bogowie
sobie tak po prostu istnieją i mają dzieci z ludźmi, po co?
- Po pierwsze
nie ma za co, po drugie to nie jest takie proste, niektórzy bogowie robią to
dla rozrywki, inni dlatego by mieć potomka, ale jedno jest pewne bogowie nie
poradzą sobie bez herosów, przecież ktoś musi odwalać cała czarna robotę, co nie?-
Powiedział to i uśmiechnął się pod nosem.- Więcej dowiesz się już w Asgardzie.
No właśnie co do wyjazdu, twoja ciocia mówi żebyś się pośpieszyła, bo za jakieś
2 godziny będziemy musieli jechać.
-Ok.-
powiedziałam tylko tyle, bo nie miałam ochoty się kłócić, popatrzyłam w stronę
okna, widziałam drogę po której biegało kilka dzieciaków. Trudno będzie mi
opuścić to miejsce, ale najwidoczniej nie ma wyboru, w końcu życie nie może być
cały czas idealne, zdarzają się wzloty i upadki. Raz dzieje się coś dobrego, a
raz coś złego. Wszystko jest jak wielkie koło, które się ciągle obraca. Z moich
rozmyśleń wyrwało mnie ciepło na moich kolanach. Mike kucał przede mną
opierając się o nie, wyglądał tak słodko.
- W Asgardzie
jest naprawdę pięknie, poznasz dużo ciekawych ludzi i jeszcze te imprezy.
Naprawdę jest cudownie. I pamiętaj zmiany nie zawszę są złe.
Zatkało mnie,
siedziałam i gapiłam się na niego, a on powoli wstał i podszedł do drzwi. On
chyba naprawdę umie czytać w myślach. Podszedł do drzwi, ale zanim wyszedł
powiedział:
- Jesteś
urocza gdy się denerwujesz.- I wyszedł, a ja siedziałam na łóżku jak wryta,
dopóki nie przyszła ciocia, poinformować mnie że powinnam się spakować.
Ω
Stałam na
dole z jedna walizką najważniejszych dla mnie rzeczy, i przeglądałam Tumblra,
do póki nie przyszła ciocia i całą grupa herosów-i-bosów oraz Jackiem.
- No to
wszyscy gotowi, możemy lecieć!- Powiedziała energicznie ciocia, dawno nie
widziałam jej w takim nastroju.
- Ale jak to
lecimy?- Zapytałam.
- Sama
zobacz.- Ciocia otwarła drzwi, z których było widać jak trzy smoki stoją na
podwórku, lekko się odsunęłam.
- Zaraz,
zaraz, czy podobna gadzina nie chciała was wczoraj pozabijać?- Spytałam się.
- Tak, tamten
smok była naprawdę dziki, próbuje go oswoić od roku i nic, ale te tu są jak
marzenie.- Wyjaśniła mi Luiz.
- Ok.- Odpowiedziałam
niepewnie.
- No to kto z
kim leci?
- Ja chcę z
Tyrem.- Krzyknął Jack i razem z Tyrem poszli wsiąść, na największego smoka.
- Ok.
Pierwszą parę już mamy, zaraz czy to Shadow? Zawsze chciałam na nim polecieć.
- Tak jest
mój, więc drugą parę też już mamy.- Powiedziała Luiz i poszła razem z ciocią w
stronę złotego smoka, co jak co, ale nie dziwę się czemu ciocia chciała nim
polatać.
Pewnie jak
zdążyliście już się domyślić to kto mi została? No oczywiście że Mike, a jakby
inaczej. Już chciałam wziąć walizkę, kiedy on mnie uprzedził.
- Ja ją wezmę
- Wziął ja i magicznym sposobem zmniejszył i wsadził do kieszeni. Wiecie co?
Kiedy zobaczy się już smoka, takie rzeczy nie robią na tobie wrażeni.
Powoli
poszliśmy w stronę jego smoka, był cały czarny i najmniejszy, ten wyglądał jak Szczerbatek.
Mike podszedł do smoka i wsiadła na niego. Kiedy podeszłam do niego podał mi
rękę. Usiadłam za Mike'iem. O dziwo było to bardzo fajne uczucie.
- Ok. Zaraz
starujemy. - powiedział to, a ja chciałam znaleźć coś do podtrzymania, lecz
było już za późno. Już wytarowaliśmy. Szybko złapałam Mike'a w tali, kontem oka
widziałam że się uśmiechnął. Lecieliśmy naprawdę szybko, ale uczucie było
nieziemskie. Po chwili, gdy wyrównaliśmy lot, rozluźniłam się i puściłam Mike.
Było mi strasznie niezręcznie, szczególnie po tym co mi powiedział rano.
- I jak tam?-
Spytał.
- Świetnie.
- Trzymaj się
- Chciałam zapytać się czego, lecz on już zaczął nurkować w dół więc nie
pozostało mi nic innego niż znowu chwycić się jego tali. Drań. Robił to
specjalnie.
Po, może, pół
godziny lotu wlecieliśmy w tunel, a gdy z niego wyfrunęliśmy zobaczyłam chyba
najpiękniejszą rzecz na świecie. Pierwsze co rzuciło się w oczy oczywiście całe
miasto ze złota, pałac, domki, wszystko było ze złota, było to coś
nieprawdopodobnego. Drugą rzeczą jaka rzucała się w oczy to wieli most mieniący
się kolorami tęczy, nad którym właśnie lecieliśmy. Cała okolica była piękna,
woda bardzo czysta, widziałam nawet delfiny, o ile to były delfiny. Dookoła
rozprzestrzeniały się piękne zielone wzgórza z lasami lub łąkami pełnymi
kwiatów. Zaparło mi dech w piersiach na ten widok.
Gdy
wylądowaliśmy z smoka i nadal nie mogłam nadziwić się tym widokiem.
- Łał.- Tylko
to zdołałam z siebie wydusić, a Mike cicho się zaśmiał.- No co?
- Nic, ale
nie wiedziałaś jeszcze wszystkiego.- Powiedział to, przyciągnął mnie do siebie
i szepnął.- Witaj w Asgardzie.
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Rozdział z dedykacją dla Olivia Lovebug oraz Aleks Herman, za wsparcie przy pisaniu.
Rozdział z dedykacją dla Olivia Lovebug oraz Aleks Herman, za wsparcie przy pisaniu.
Witajcie!
Mam nadzieje że rozdział się podoba. Taki mały prezent mikołajkowy.
Rozdziały będą dodawane jak na razie w tygodniu.
Liczę na wasze komentarze. Wszelkie pytania kierowane do bohaterów tu.
Jakieś pytanie do mnie... Zadaj je w komentarzu :*
Rozdziały będą dodawane jak na razie w tygodniu.
Liczę na wasze komentarze. Wszelkie pytania kierowane do bohaterów tu.
Jakieś pytanie do mnie... Zadaj je w komentarzu :*
Lots and Love
Camill

Świetny rozdział :D :D :D Zapowiada się ciekawie i serio tak mi się spodobał twój blog. Sam pomysł wciąż mnie zadziwia bo mało się słyszy o mitologi nordyckiej tak więc podziwiam i szacun za tak dużą ilość tekstu ;) Ja tak nie potrafię więc piszę krótsze rozdziały no ale :P Tak więc reasumując bardzo mi się podoba i poproszę jak najszybciej kolejny rozdział :D ^.^
OdpowiedzUsuńJejku świetne ! Czekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuń