sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 1

Stoję, nie mogę się poruszyć, ciał odmówiło mi posłuszeństwa po tym co zobaczyłam.
Jakieś dwadzieścia metrów przede mną dwóch chłopaków i jedna dziewczyna, walczą ze smokiem. Tak... SMOKIEM. Takim jak w bajkach, tylko że on chyba nie jest milutki jak Szczerbatek. To wielki oślizgły gad z potężnymi skrzydłami i wielkim pyskiem z którego wydobywają się słupy ognia. Nie wiedziałam co robić, tylko stałam jak słup soli.
- Kryj się! - Zawołała do mnie dziewczyna trzymając w ręku wielki miecz. Zaraz, przed chwilą go niemiała...
Myśl ta szybko odeszła kiedy smok zionął ogniem, a ja postanowiłam skryć się za autobus stojący na poboczu.

Może zacznijmy od początku...
Jestem Camille, mieszkam w Polsce, w małym miasteczku razem z moją ciocią i kuzynem. Nie mam rodziców, zginęli w wypadku. Mam piętnaście lat i normalnie chodzę do szkoły. Mam to szczęście że w tej szkole nie musisz nikogo udawać, ludzie lubią cię za to jaki jesteś, czyli w moim wypadku za moją dziwność, kreatywność i zdrowo rypnięty umysł. Oczywiście nie jestem taka ciągle, gdy jestem sama, jestem trochę inna, mroczna... Dobra wróćmy do tematu. Mam dość sporą grupę przyjaciół i kolegów, tak ogólnie to wiedzie mi się świetnie.
Czy to nie dziwne że piętnastolatka chodzi sama o trzeciej w nocy po mieście? Może, ale właśnie wracałam z przyjęcia urodzinowego mojej przyjaciółki. Przez większość drogi szłam z moją koleżanką i jej starszą siostrą, ale kiedy doszłyśmy do ich domu, to postanowiłam, że pójdę sama, choć proponowały mi, że mogą mnie odprowadzić. Teraz żałuję, że im odmówiłam.

Stałam za autobusem i patrzyłam jak trójka nieznanych mi osób walczy z wielkim smokiem. Przysięgam nic nie piłam, no prócz wody i soku jabłkowego. Może to po nim mam takie halucynację. Nie, nie, nie, nie... To wszystko jest zbyt realne.
Na polu walki zobaczyłam dziewczynę, wyglądała na rok starszą ode mnie. Była ładna, miała dość długie blond włosy z czerwonymi pasemkami uplecione w warkocz. Ubrana była w luźny ciemny t-shirt, ciemne jeansy z dziurami, nie jestem pewna czy specjalnymi czy od walki, oraz glany. Jej broń ciągle się zmieniała, raz była włócznią, raz mieczem, a teraz pięknym łukiem.
W walce brał też udział mężczyzna, wyglądał jakby miał koło dwudziestki piątki, był napakowany i silny, typowy mięśniak. Wydaje mi się, że nie miał jednej ręki, ale i tak walczy najlepiej z całej trójki. Miał bardzo długą włócznię i tarczę. Co do jego ubrania nie jestem pewna, ponieważ wydaje mi się, że co chwilę się zmieniało. Raz widziałam go w ciemnych okularach, skurzanej kurtce spodniach oraz glanach, a raz w zbroi rodem z średniowiecza oraz hełmie wikinga ...
No i chłopak, chyba w moim wieku, jest strasznie uroczy.... Tak wiem to nie pasuje do sytuacji, kiedy widzę jak wbija swój miecz w łuski wielkiego potwora, no, ale taka prawda. Miał rozkopane brązowe włosy, pewnie z powodu walki. Był ubrany w zwykły t-shirt, dresową bluzę, jeansy i trampki. No i był uroczy i.... nie no chyba się zakochuję, co nie jest w moim stylu. Mając piętnaście lat jeszcze nigdy się nie zakochałam, tak wiem, dziwna jestem, ale taka prawda, może było kilka lekkich zauroczeń, ale one szybko mijały.
Wracając do tego, co się dzieje w walce, no cóż, chyba smok wygrywa... Czuje, że powinnam im jakoś pomóc, ale jak? Jedyne, co umiem to przywalić mojemu kuzynowi żeby się odczepił, a wątpię, że ten gad jest takim słabeuszem. Jednak czuję, że muszę tam wejść i coś zrobić, nie mogę tu bezczynnie stać i patrzeć jak ci ludzie giną. Porozglądałam się i zauważyłam, że na ziemi leży butelka i długa gałąź. Dałoby się z tego zrobić taka prowizoryczną włócznie. Odnalazłam w moim plecaku taśmę i wzięłam się do roboty.

Kiedy już prawie skończyłam usłyszałam za sobą głos:
- A co ty robisz?- Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę.
- A taką pro...- Dotarło do mnie, że dziewczyna, która do mnie mówiła jest tą samą, która walczyła, ale co się stało, czemu już nie walczy? Szybko się odwróciłam i zauważyłam także resztę jej towarzystwa, w pośpiechu wyjrzałam za autobus i zorientowałam się, że smoka nie ma. - Ale... on... te... s..smok... a... wy... zni... i...
- Tak właśnie przed chwilą go pokonaliśmy. A właściwie, co robisz sama o trzeciej w nocy na ulicy?- Zapytał ten mięśniak.
- Yyy... no.... Ja wracam od przyjaciółki i szłam do domu i...
- Ok. To już wiemy, mam pytanie, czy mogłabyś nam pomóc. Wiesz gdzie mieszka pani Rose Black??
- Rose Black?- Zdziwiło mnie że o nią pytają.- Czego wy chcecie od mojej cioci?
- Twojej cioci?- Powiedział mięśniak, a wszyscy się po sobie popatrzeli.- Nieważne, powiemy ci później, ale proszę zaprowadź nas do niej...
- No ok.


Nie wiedziałam czy dobrze robię prowadząc ich do mojego domu, a co jeśli chcą nas uprowadzić i zabić? Ok. Moja wyobraźnia trochę wariuje. Ale naprawdę nie wiem czy powinnam im ufać, a jednak coś głęboko we mnie mówi mi że nie muszę się ich bać. To może trochę dziwne, ale ufam swojej intuicji, rzadko mnie zawodzi. Raz gdy...
- Zimno ci? - Usłyszałam głos i spojrzałam w kierunku z którego dochodził. Pytał się o to ten uroczy... no znaczy, nawet nie wiem jak ma na imię, spuściłam głowę. Po chwili poczułam jak bluza ląduje na moich ramionach, spojrzałam na niego, był naprawdę uroczy... STOP... ja tak nie mogę, znów spuściłam wzrok. Ja nie mogę się zakochać. Czemu? Po prostu nie, może się boje... Nawet nie wiem czego, ale się boje. To dziwne wiem, ale taka prawda, boję się zakochać. Nie mogę tego zrobić, a jak już to na pewno nie w chłopaku którego pierwszy raz widzę na oczy i nawet nie wiem jak ma na imię...
- Mike.- Powiedział, a ja popatrzałam na niego, najprawdopodobniej z otwarta buzią.
- Co Mike?- Zapytałam.
- No tak mam na imię.- Powiedział i uśmiechnął się. To było dziwne, on mi czyta w myślach czy co?- A ty?
- Camille.- Odpowiedziałam i zauważyłam że właśnie doszliśmy do mojego domu, o dziwo światło w salonie się świeciło. Ciocia powinna już dawno spać, a młodszy ode mnie o rok kuzyn Jack na pewno nie wytrzymałby do tej pory. Otworzyłam drzwi i wpuściłam naszych gości. Zdjęłam buty i bluzę, która podałam Mike'owi.
- Dziękuje.- Powiedziałam i poszłam dalej. W salonie zauważyłam ciocię, która siedziała przy komputerze i coś pisała.- Yyyy... ciociu.. masz gości.
Ciocia popatrzyła w moją stronę oraz na moich towarzyszy, wstała i z uśmiechem na twarzy powiedziała:
- Witaj Tyrze! Wyglądasz młodo jak zawsze.- Uścisnęła się z nim.- A to kto?
- Witaj! A ty pięknie, a to są jedni z moich najlepszych uczniów Mike i Luiza.- Powiedział, jak się domyślam, Tyr.
- O no to świetnie, może kawy?- powiedziała ciocia.


To jest jakiś żart czy coś? O trzeciej w nocy spotykam dwoje nastolatków pod opieką dziwnego mięśniako-wikinga, którzy walczą ze smokiem, a później chcą żebym ich zaprowadziła do mojej cioci, a ona proponuje im kawy? Nie no, normalka.
No, więc Tyr, Mike i Luiza usiedli w salonie, a ja z ciocią poszłyśmy do kuchni.
- To ty ich znasz? Oni walczyli z smokiem i...- Nie wytrzymałam, to dla mnie za dużo, usiadłam na krześle i zakryłam twarz w dłoniach.- Czy ja oszalałam?
- Nie, kochanie.- Powiedziała ciocia i siadła koło mnie.- To wszystko prawda.
- Ale ja..ja... jak??
- Nasza rodzina ma długa historie, a oni są jej częścią..
- Czyli to nasza rodzina?
- No nie do końca. Wszystko zaczęło się od twojej babci, przez przypadek związała się z jednym z nordyckich bogów, Odynem, moim ojcem. Ona nie wiedziała o tym że był bogiem, ale zaszła z nim w ciąże. Później on musiał odejść, a ona się załamała. Gdy miałam cztery lata, sytuację tą postanowił wykorzystać inny bóg, Loki. Tak i powstała twoja matka. Gdy miałam dziesięć lat, nasza matka umarła, a bogowie postanowili nas przygarnąć, tak poznałam Tyra, boga wojny i sprawiedliwości, ojca Jacka.- Patrzyłam na nią z otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w ani jedno słowo, lecz gdzieś w głębi wiedziałam że to prawda, wiedziałam że to wszystko się zdarzyło, ale i tak ciężko było w to uwierzyć.
- Co? Ok. Ta cała sytuacja z tymi bogami jest mega dziwna, ale o dziwo w nią wierzę.- powiedziałam, a po chwili dodałam.- Ale bóg wojny ojcem Jacka? Przecież to mięczak.- Gdy to powiedziałam Rose zmierzyła mnie wzrokiem. - No dobra, a co z moim ojcem?
- Twoja matka nigdy nie powiedziała mi kim był twój ojciec.
- Ok. - powiedziałam z zawodem, w tej samej chwili gdy czajnik oznajmił że woda się zagotowała.
Gdy zalewałam kawę woda ciągle myślałam o tej sytuacji. Co to wszystko ma znaczyć? Że niby moim dziadkiem jest bóg? To wszystko brzmi niedorzecznie. Ale coś mi jednak podpowiada że to prawda. Właśnie skończyłam nalewać wodę, więc wzięłam kubki do salonu. Postawiłam je na stole, a ciocia zaczęła rozmowę.
- Więc, Tyrze, co was tu sprowadza?
- Ymmm no bo.- Tyr popatrzył się na mnie niepewnym wzrokiem.
- Ona wie.- Wtrąciła ciocia.
- Ymm tak? Więc zdaje nam się że Loki próbuje ją odnaleźć, musimy ją ukryć w Asgardzie, a przy okazji na mojego syna też już pora.
- Ach, tak... Dobrze. Więc może jutro wyjedziemy?
Co? Jutro? Nie mogłam uwierzyć że mi to robi, przecież wie że mam idealne życie, przyjaciół, świetna szkołę i co? Ma to tak z dnia na dzień zostawić. Nie mogę. Spojrzałam na ciocię i szybko uciekłam do mojego pokoju, w którym się zamknęłam i nie mogąc więcej o tym myśleć przebrałam w piżamę i zasnęłam.


Byłam w ciemnym pomieszczeniu, nie wiedziałam gdzie. Przez chwilę słyszałam tylko kapanie wody, lecz nagle usłyszałam głos.
- Musimy ją znaleźć! Ona może być naszą ostatnią szansą.
- Tak, wiem, ale nawet jeśli ją znajdziemy to co zrobimy?
- Nie wiem, ale ona może być naprawdę ostatnia szansą. Jest strażniczką, a potwory już zaczynają współpracować.
- Ale myślisz że czemu ostatnią? Te światy nie powinny się spotkać, bogowie nie wytrzymają bez rywalizacji o to który jest lepszy. Chcesz rozpętać trzecia wojnę światową?
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim pozwoliłeś jej matce...
- Skończ! Odyn już wysłał po nią swoich, jeśli mamy ją odbić to tylko z Asgardu, ale oboje nie mamy tam wejścia.
- Ale wiem kto ma...

Obudził mnie stukot do moich drzwi. Podniosłam się na łóżku i wierzchem ręki przetarłam oczy. Powoli docierało do mnie co się stało, to o czym się dowiedziałam i cały ten sen. Coś mówiło mi że to się łączy... Z zamysłu wyrwał mnie ponowny stukot. Szybko wstałam i podeszłam do drzwi. Powoli je otworzyłam. Znając moje szczęście kto mógł stać w drzwiach? No oczywiście że Mike. Wyglądał cudnie... nie no naprawdę musze się ogarnąć. No, ale wracając do tematu, on wyglądał cudnie, a ja w rozczochranych włosach i piżamie, jak strach na wróble.
- Hej, przyszedłem zobaczyć czy już wstałaś, jeśli cię obudziłem to przepraszam.
- Mam być szczera? To tak, obudziłeś mnie, chociaż nie wiem czy to nawet nie lepiej.
- Miałaś sen?- Spytał się z niedowierzaniem.
- Yyy no tak, ale wiesz często miewa się sny.
- Ach, no tak, chodziło mi bardziej o taki proroczy sen lub sen w którym się gdzieś przenosisz, my w Asgardzie miewamy je bardzo często, ale rzadko się zdarza żeby ktoś po pierwszym dniu, miał już sen, właściwie to chyba nigdy.
- No ten sen był taki dość dziwny.
- Opowiedz mi go.- Poprosił, więc go wpuściłam. Szybko pościeliłam łóżko i usiadłam na nim poklepując miejsce koło mnie. Mike szybko usiadł, a ja opowiedziałam mu mniej więcej cały sen.

- To zapewne Loki i Hel, musimy zabezpieczyć Asgard, jeśli ktoś od nich się tam dostatnie to będzie kiepsko.- Powiedział, wstając i chcąc wyjść, lecz szybko złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam w stronę łóżka, oczywiście co się stało? Mike wylądował prosto na mnie. I ja i on mieliśmy zakłopotane miny, i szybko się od siebie odsunęliśmy.
- Prze...przepraszam.- Wyjąkałam.- Ja chciałam tylko się spytać o co w tym wszystkim chodzi. Niby słyszałam wszystko wczoraj, ale nadal nic nie rozumiem. Czyli ze co bogowie sobie tak po prostu istnieją i mają dzieci z ludźmi, po co?
- Po pierwsze nie ma za co, po drugie to nie jest takie proste, niektórzy bogowie robią to dla rozrywki, inni dlatego by mieć potomka, ale jedno jest pewne bogowie nie poradzą sobie bez herosów, przecież ktoś musi odwalać cała czarna robotę, co nie?- Powiedział to i uśmiechnął się pod nosem.- Więcej dowiesz się już w Asgardzie. No właśnie co do wyjazdu, twoja ciocia mówi żebyś się pośpieszyła, bo za jakieś 2 godziny będziemy musieli jechać.
-Ok.- powiedziałam tylko tyle, bo nie miałam ochoty się kłócić, popatrzyłam w stronę okna, widziałam drogę po której biegało kilka dzieciaków. Trudno będzie mi opuścić to miejsce, ale najwidoczniej nie ma wyboru, w końcu życie nie może być cały czas idealne, zdarzają się wzloty i upadki. Raz dzieje się coś dobrego, a raz coś złego. Wszystko jest jak wielkie koło, które się ciągle obraca. Z moich rozmyśleń wyrwało mnie ciepło na moich kolanach. Mike kucał przede mną opierając się o nie, wyglądał tak słodko.
- W Asgardzie jest naprawdę pięknie, poznasz dużo ciekawych ludzi i jeszcze te imprezy. Naprawdę jest cudownie. I pamiętaj zmiany nie zawszę są złe.
Zatkało mnie, siedziałam i gapiłam się na niego, a on powoli wstał i podszedł do drzwi. On chyba naprawdę umie czytać w myślach. Podszedł do drzwi, ale zanim wyszedł powiedział:
- Jesteś urocza gdy się denerwujesz.- I wyszedł, a ja siedziałam na łóżku jak wryta, dopóki nie przyszła ciocia, poinformować mnie że powinnam się spakować.


Stałam na dole z jedna walizką najważniejszych dla mnie rzeczy, i przeglądałam Tumblra, do póki nie przyszła ciocia i całą grupa herosów-i-bosów oraz Jackiem.
- No to wszyscy gotowi, możemy lecieć!- Powiedziała energicznie ciocia, dawno nie widziałam jej w takim nastroju.
- Ale jak to lecimy?- Zapytałam.
- Sama zobacz.- Ciocia otwarła drzwi, z których było widać jak trzy smoki stoją na podwórku, lekko się odsunęłam.
- Zaraz, zaraz, czy podobna gadzina nie chciała was wczoraj pozabijać?- Spytałam się.
- Tak, tamten smok była naprawdę dziki, próbuje go oswoić od roku i nic, ale te tu są jak marzenie.- Wyjaśniła mi Luiz.
- Ok.- Odpowiedziałam niepewnie.
- No to kto z kim leci?
- Ja chcę z Tyrem.- Krzyknął Jack i razem z Tyrem poszli wsiąść, na największego smoka.
- Ok. Pierwszą parę już mamy, zaraz czy to Shadow? Zawsze chciałam na nim polecieć.
- Tak jest mój, więc drugą parę też już mamy.- Powiedziała Luiz i poszła razem z ciocią w stronę złotego smoka, co jak co, ale nie dziwę się czemu ciocia chciała nim polatać.
Pewnie jak zdążyliście już się domyślić to kto mi została? No oczywiście że Mike, a jakby inaczej. Już chciałam wziąć walizkę, kiedy on mnie uprzedził.
- Ja ją wezmę - Wziął ja i magicznym sposobem zmniejszył i wsadził do kieszeni. Wiecie co? Kiedy zobaczy się już smoka, takie rzeczy nie robią na tobie wrażeni.
Powoli poszliśmy w stronę jego smoka, był cały czarny i najmniejszy, ten wyglądał jak Szczerbatek. Mike podszedł do smoka i wsiadła na niego. Kiedy podeszłam do niego podał mi rękę. Usiadłam za Mike'iem. O dziwo było to bardzo fajne uczucie.
- Ok. Zaraz starujemy. - powiedział to, a ja chciałam znaleźć coś do podtrzymania, lecz było już za późno. Już wytarowaliśmy. Szybko złapałam Mike'a w tali, kontem oka widziałam że się uśmiechnął. Lecieliśmy naprawdę szybko, ale uczucie było nieziemskie. Po chwili, gdy wyrównaliśmy lot, rozluźniłam się i puściłam Mike. Było mi strasznie niezręcznie, szczególnie po tym co mi powiedział rano.
- I jak tam?- Spytał.
- Świetnie.
- Trzymaj się - Chciałam zapytać się czego, lecz on już zaczął nurkować w dół więc nie pozostało mi nic innego niż znowu chwycić się jego tali. Drań. Robił to specjalnie.

Po, może, pół godziny lotu wlecieliśmy w tunel, a gdy z niego wyfrunęliśmy zobaczyłam chyba najpiękniejszą rzecz na świecie. Pierwsze co rzuciło się w oczy oczywiście całe miasto ze złota, pałac, domki, wszystko było ze złota, było to coś nieprawdopodobnego. Drugą rzeczą jaka rzucała się w oczy to wieli most mieniący się kolorami tęczy, nad którym właśnie lecieliśmy. Cała okolica była piękna, woda bardzo czysta, widziałam nawet delfiny, o ile to były delfiny. Dookoła rozprzestrzeniały się piękne zielone wzgórza z lasami lub łąkami pełnymi kwiatów. Zaparło mi dech w piersiach na ten widok.
Gdy wylądowaliśmy z smoka i nadal nie mogłam nadziwić się tym widokiem.
- Łał.- Tylko to zdołałam z siebie wydusić, a Mike cicho się zaśmiał.- No co?

- Nic, ale nie wiedziałaś jeszcze wszystkiego.- Powiedział to, przyciągnął mnie do siebie i szepnął.- Witaj w Asgardzie.


~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Rozdział z dedykacją dla Olivia Lovebug oraz Aleks Herman, za wsparcie przy pisaniu.

Witajcie! 
Mam nadzieje że rozdział się podoba. Taki mały prezent mikołajkowy.
Rozdziały będą dodawane jak na razie w tygodniu. 
Liczę na wasze komentarze. Wszelkie pytania kierowane do bohaterów tu.
Jakieś pytanie do mnie... Zadaj je w komentarzu :*
Lots and Love
Camill

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział :D :D :D Zapowiada się ciekawie i serio tak mi się spodobał twój blog. Sam pomysł wciąż mnie zadziwia bo mało się słyszy o mitologi nordyckiej tak więc podziwiam i szacun za tak dużą ilość tekstu ;) Ja tak nie potrafię więc piszę krótsze rozdziały no ale :P Tak więc reasumując bardzo mi się podoba i poproszę jak najszybciej kolejny rozdział :D ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku świetne ! Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń