poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 2


Pytanie „Kim jesteśmy?” dręczy nas od wieków. Każdy ma swoje przemyślenia w tej sprawie, wszyscy mamy inne poglądy, ale to może opierać się o naszą historie. Czy chcemy czy nie to ona kształtuje to, kim jesteśmy. A ja właśnie zrobiłam pierwszy krok w kierunku poznania mojej historii, a wraz z nią mojego „Ja”…

Stałam właśnie przed wielkimi złotymi drzwiami prowadzącymi do sali tronowej. Mike, Luiza oraz Tyr już do niej weszli, a my czekaliśmy. Ciocia wyglądała na naprawdę szczęśliwą. Jack był cały podekscytowany, zachowywał się jak dziecko, które za chwilę miało wejść do wesołego miasteczka. A ja? Zapewne wyglądałam na zakłopotaną. To wszytko, jest tak niesamowite, że aż trudno mi uwierzyć, że prawdziwe, a z drugiej strony, aż za prawdziwe. Chodzi by to, że tu wszystko wygląda jak rodem z Thora, Marvela, a jednak wiem, że to wszystko jest prawdziwe, wieże w to, nie trzeba mnie przekonywać. Zakłopotanie na mojej twarzy mogło pojawić się także po jakże pięknym przywitaniu. On robił to specjalnie, nie powiem, że mi się to nie podobało, bo podobało, ale i tak już jestem w rozsypce emocjonalne, nie musi tego pogarszać…
Naglę drzwi się otworzyły, ciocia Rose ruszyła w głąb sali, za nią Jack, a na końcu ja. Sala była przepiękna. Doszliśmy do wielkiego, tak jak reszta, złotego tronu, na którym siedział, zapewne Odyn.
-Witajcie!- odezwał się.
-Witaj ojcze!- odpowiedziała ciocia Rose klękając.
-Rose! Tak dawno cię nie widziałem.- wstał i ją uścisnął.- A to zapewne twój syn, Jack, nieprawdaż?- wskazał dłonią na mojego kuzyna
- Więc ty jesteś moim dziadkiem?- spytał Jack, a ją poczułam lekki ból głowy, który zaczął narastać.
-Tak.- powiedział Odyn, rozmawiał z Jackiem, lecz nie wiem, o czym, bo ból głowy był już naprawdę silny, a do tego zaczęło mi jeszcze szumieć w uszach. Nie chciałam tego dać po sobie poznać, więc stałam jakby nigdy nic. Po dłuższej chwili rozmowy z Jackiem, Odyn zwrócił się do mnie.
- Oraz Camill. - powiedział i spojrzał mi w oczy.- Jesteś podobna do matki, lecz oczy...- powiedział i na tym skończył.
- Dzie...dziekuje.- wyjąkałam.
- Wszystko dobrze?- spytał.
- Tak.- powiedziałam już pewniejszy głosem, a Odyn wrócił do swojego tronu i powiedział:
-Więc, witajcie w Asgardzie!- powiedział, a wszyscy uklękli, wszyscy oprócz mnie. Widziałam ciocię, z której spojrzenia wyczytałam że jak najszybciej mam uklęknąć, lecz nie potrafiłam tego zrobić. Stałam tam, gdy nagle wydobył się ze mnie głos, brzmiał jak mój, lecz nim nie był. Nie kontrolowałam tego. Mogłam tylko przysłuchiwać się rozmowie.
- Nie zatrzymacie mnie. Przepowiednia musi się spełnić.
- O czym ty mówisz?- spytał zdziwiony Odyn.
- O połączeniu światów, to musi nastąpić. A ja muszę zburzyć mur. - wszyscy patrzyli się na mnie z otwartymi ustami, sama bym tak na siebie patrzyła. Mówiłam coś, lecz nie zwracałam na to uwagi. To wszystko przypomniało mi o moim śnie, Mike mówił, że Loki mnie szuka, a ciocia.... że on jest moim dziadkiem. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Wiem, że Loki, jest bogiem kłamców oraz złodziei. Ogólnie Loki jest tym zły, lecz ja tak nie uważam. To on został okłamany. Był wychowywany na króla, lecz nie mógł nim zostać. Zawsze wmawiali mu, że olbrzymi są źli, więc chciał ich zniszczyć, a gdy dowiedział się, że jest jednym z nich, zapragnął ich zagłady. Wiem, to wersja Marvela, ale pewnie niewiele się różni od oryginału. Nie wieżę w to, że ktoś może być zły tak po prostu, z siebie. Musi być jakiś powód. A ten wcale nie jest zły.
Postanowiłam z powrotem przysłuchiwać się sobie, mówiłam właśnie o tym, że potwory przekraczają granicę i są już wielką przeszkodą, a coraz trudniej je powstrzymać. Odyn wyglądał na zdziwionego, ale szybko ochłonął i podszedł do mnie. Popatrzył na mnie.
- Czego chcesz?
- O ja chcę wielu rzeczy, chcę zburzyć ten mur, chcę uratować świat. Chcę skończyć z dyskryminacją niektórych bogów i herosów. – zaczął mówić to ten dziwny głos, lecz skończyłam ja. Odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem. Nie wiem, o co chodzi tym całym murem i przepowiednią, ale jeśli mogę zapobiec czyjeś dyskryminacji to zrobię wszystko. A i świat też mogę przy okazji uratować, a co mi tam.
-Dyskryminacją? Kogo my dyskryminujemy?
-Na przykład mojego dziadka, Lokiego…
- Skończ.- krzyknął , a ja umilkłam, nie z powodu krzyku, lecz jego tonu, nie mówił o tym, że jest zły, bardziej mówił jakby było mu żal.- Straże weźcie ją do skrzydła szpitalnego, coś ją opętało.
Chciałam się sprzeciwić, lecz nagły ból głowy mi na to nie pozwolił. Poczułam się słabo i upadałam…
Obudziłam się w łóżku, było ciemno, więc za dużo nie widziała. Po chwili, gdy moje oczy przywykły do ciemności ujrzałam pokój, było w nim dużo kwiatów, kilka szafek, oraz łóżko i 2 krzesła, a na jednym z nich ktoś siedział. Po chwili dotarło do mnie, że to Mike. Ale co on tu robił? Eh, nie ważne.
Chciałam się wygodnie ułożyć i przez przypadek go szturchnęłam, a ten zerwał się tak szybko jak błyskawica. Zaczęłam się śmiać. Wiem może to nie było nic tak bardzo śmiesznego, ale w mojej sytuacji każdy powód jest dobry. Pewnie sobie myślicie, w jakiej ja to mogę być sytuacji, a to takiej, że, jak chociaż dzień spędzę normalnie, to później trzy dni mi odwala.  Nazywam to syndromem półbułki… Czemu? To bardziej skomplikowane niż ta cała mitologia…
Po chwili spróbowałam się opanować, co o dziwo się udało. Popatrzyliśmy my na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Nareszcie atmosfera miedzy nami się rozluźniła.  Po chwili jednak spytałam:
- Co ty tu robisz, i właściwie, co ja tu robię?
- No po tym dziwnym zajściu w Sali Tronowej zemdlałaś, więc cie tu przyniosłem.
- I siedzisz tu cały dzień?
- No tak jakby… - odparł zakłopotany.
- O to miłe. – odpowiedziałam, a on się uśmiechnął. – Która jest godzina??
- Koło pierwszej, a co?
- Nie chce mi się tu siedzieć…
- Wiesz po wizycie w Sali tronowej miałaś pozwiedzać Asgard, a skoro skończyło się tak jak się skończyło to może chcesz żebym ci go pokazał?
- W nocy?
- W nocy jest znacznie piękniejszy…
- No to dobrze. – odpowiedziałam, wyszłam z łóżka i założyła buty.

Szliśmy korytarzami zamku, a Mike opisywał mi, co gdzie się znajduje. Strasznie dużo się śmialiśmy. Gdy zwiedziliśmy cały zamek, w którym znajduje się praktycznie tylko skrzydło szpitalne, sypialnie bogów, jest ich naprawdę sporo, oraz kuchnie, z których ukradliśmy trochę ciastek, wyszliśmy na zewnątrz.
- Za ogrodem znajduje się szkoła, a za nią nasze mieszkania.
- Mieszkacie sami?
- Nie, po kilka osób w domku, ale bez dorosłych.
- Czyli melanże są grube?
- A no czasem się zdarza.
- A kto was uczy w szkole?
- Większość nauczycieli to starsi herosi, lecz niektórych przedmiotów uczą nas bogowie.
- To źle czy dobrze?
- Zależy, od ich nastroju…
- Spoko.
- Choć pokaże ci centrum handlowe?
- Macie tu centrum handlowe? W krainie bogów?
- No a myślisz, że gdzie kupujemy ciuchy?
- No nie wiem, myślałam, że może je jakoś magicznie szyjecie.
- A komu by się chciało?
- No też racja. – powiedziałam i poszliśmy do centrum. Centrum było wielkie, widziałam tam chyba wszystkie sklepy, jakie tylko mogą być w centrum, nawet Biedronkę. Było świetnie chodziliśmy po sklepie, oglądając wystawy i żartują. Okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów.
- Choć.- powiedział do mnie i wskazał w stronę pewnego baru. Wszedł za ladę. – Co waćpanna sobie życzy?
- Och może shake kiwi-banan.
- Co? Właśnie wszystko zniszczyłaś, jak można to pić?
- Przecież to jest pysze..
- To jest ohydne.
- Wcale nie. - kłócilibyśmy się dalej gdyby nie ktoś, kto zaczął wołać:
- Ej, jest tu, kto? – był to niski głos, Mike szybko przyłożył mi rękę do ust i skrył nas za ladą. Mężczyzna przeszedł koło nas, a gdy się oddalił, ugryzłam Mike’a w rękę.
- Auu, co to było?
- Samoobrona wrodzona.
- Gryzienie, serio?
- Tak, a kto to był?
- Ochroniarz, który zazwyczaj nie pilnuje na swojej zmianie, co mu się stało?
- Może postanowił się poprawić w pracy?
- On? Wiesz chyba powinniśmy już iść.
- Ok, a dokąd?
- Może pokażę ci twój pokój?
- Dobrze.- powiedziałam, i poszliśmy.

Przeszliśmy przez piękny ogród i znaleźliśmy się przed szkołą. Mike zatrzymał się i szukał czegoś po kieszeniach.
 - O, chyba mamy problem.
- Jaki?
- Nie wiem gdzie masz pokój, miałem to zapisane na kartce, której nie umiem znaleźć.
- No to nie dobrze.
- No chyba, że pójdziemy do mnie.- zdziwiła mnie ta propozycja, ale nie odmówiłam, przytaknęłam i ruszyliśmy w kierunku mieszkań.

Weszliśmy do jego mieszkania, przeszliśmy przez salon, wspięliśmy się po schodach i przeszliśmy do końca korytarza, a Mike otworzył drzwi. Weszłam do środka. Jak na chłopaka miał ty naprawdę niezły porządek. Siadłam na łóżku i spojrzałam na niego.
- To, co robimy?
- Wiesz ja skoczę po coś do picia, zaczekasz?
- Jasne.- odparłam, a on wyszedł. Wstałam i postanowiłam się porozglądać. Jego pokój był  wielki w niebieskim kolorze, meble były drewniane, lecz największą uwagę przyciągał sufit, wyglądał jak gwiazdy nocą, była to zwykła szyba i diody, ale efekt był niesamowity. Na środku stało wielkie żelazne łóżko. Zauważyłam puchary stojące na regałach, niektóre za zasługi fizyczne, a niektóre wręcz odwrotnie. Na biurku leżał notatnik, lecz postanowiłam go nie dotykać. Przeszłam do półki z książkami, zauważyłam książki takie jak Igrzyska Śmierci, Harry’ego Pottera, Więźnia Labiryntu, i inne fantastyczne książki, coś w moim klimacie. Tak się wciągnęłam w oglądanie książek, że nie zauważyłam, że Mike już przyszedł.
- Lubisz fantasy?- spytał.
- Uwielbiam.
- Ja też.
- Naprawdę? Sam żyjesz w świecie wyciągniętym z takiej książki.
- To, co innego. Czytając o kłopotach innych można zapomnieć o własnych.
- Masz kłopoty, w tym cudownym świecie?
- Wcale nie takim cudownym. Nieważne, to co robimy?- wiedziałam, że zmienia temat specjalnie, ale nie chciałam go do niczego zmuszać.
- Nie wiem, może obejrzymy jakieś filmiki?
I tak całą noc oglądaliśmy filmiki na You Tube, nawet nie wiem, kiedy zasnęłam na jego ramieniu.
I po raz kolejny miłe sny nie raczyły mnie odwiedzić. Tym razem także stałam w ciemnym pomieszczeniu , ale zupełnie innym, wyglądało jak opuszczony zamek, a przez wielkie okna wpadało światło księżyca. Usłyszałam kroki, nie wiedziałam, co robić, gdy nagle ktoś zakrył mi usta od tyłu i zaciągnął kawałek dalej. Chciałam się wyrwać z jego uścisku, szarpałam ile miałam sił, gdy nagle usłyszałam :
- Cii, to ja.
Znałam ten głos, szybko odwróciłam się i z niedowierzaniem spojrzałam na niego. Co on tu robi?! Czy on ma mnie zamiar jeszcze w snach prześladować? Ciekawe, o kogo chodzi… No zgadniecie! No o naszego szanownego waćpana, który dzisiaj już drugi raz próbował mnie uprowadzić!
- Mike!- powiedziałam ostro.
- Cii. – powiedział i przyłożył palec do ust. Zorientowałam się, że nie jesteśmy sami w pomieszczeniu.
- Wiesz, co masz zrobić?- spytał mężczyzna, na co druga osoba mu przytaknęła, a po chwili zauważyłam tylko wybiegającego wilka.  Po chwili Mike wyjrzał za fotela, za którym się skryliśmy i pokazał mi gestem dłoni, że mam wstać. Zrobiłam to niepewnie, ponieważ nie słyszałam by tamten mężczyzna wychodził, lecz nigdzie go nie było.
- Chodź. -powiedział i ujął mnie za rękę, a ja się szybko wyrwałam.
- Może tak najpierw jakieś wyjaśnienia? Co ty robisz w moim śnie, nie powinno cię tu być, a już na pewno nie powinneś mnie próbować uprowadzać! A i tak właściwie to gdzie my jesteśmy?
- Wcale cię nie uprowadzałem, tak się składa, że bogowie widzą, kto ich obserwuje, nawet, jeśli robisz to w snach, no chyba, że dobrze się skryjesz. Więc chciałem cie tylko uratować nie uprowadzić.
- Och dziękuje szlachetny rycerzu . – wtrąciłam sarkastycznie i ukłoniłam się.
- Skończ, mamy mało czasu, a ja musze coś sprawdzić.
- Co?
- No, więc jesteśmy w Szwecji, ale chodzi tu bardziej o to, że ponoć jest tu ukryta przepowiednia.
- Eee, a można jej szukać w śnie?
- No tak, a czemu by nie?
- A nic…- to wszystko jest mega dziwne, ale skoro i tak śpię to, co mi tam. Mike patrzył na mnie, a po chwili znów ujął moja dłoń i lekko pociągnął mnie w stronę jednej z komnat.

Po kilku godzinnym szukania  nic nie znaleźliśmy.
- Byliśmy już chyba wszędzie. – powiedziałam.
- Jeszcze jest wieża.
- Co? To tu jest wieża? Nie wpadło ci do głowy, że czarodziej lub ktoś tam, zawsze mieszka na wieży, a jeśli szukamy przepowiedni to może stworzył ją jakiś czarodziej?
- W pewnym sensie to logiczne..
- Właściwie, śnimy, więc czego ja oczekuje. Mózg wolniej pracuje. Prowadź.
Poszłam za Mike’iem, droga nie była długa. Wspięliśmy się po kręconych schodach i weszliśmy do gabinetu. Widać było, że mieszkał tu czarodziej, lub czarodziejka. Tak czarodziejka oceniałam po ubraniach w szafie. A może nawet czarownica. Na dnie szafy zauważyłam coś dziwnego, wszystko tu takie stare, a tam spoczywało sobie pudełko po Conversach. Wzięłam je do ręki i otworzyłam. Była w nim szkatułka, a na niej kartka.
- Mike! – zawołałam go, a on szybko podszedł i usiadł przy mnie. Wziął z moich rąk kartkę i rozwinął ją.
- W mrok niech wyruszy herosów szóstka,
Ujawni się tam zdrajca, sekret i miłostka,
By nagrodę należną otrzymać,
Przysięgę będą zmuszeni dotrzymać,
Jednemu zawartość kielicha dana,
Jednemu z rodziny zdrada zapisana.
- Co?
- Nie wiem, ale lepiej to wziąć. – powiedział i ledwo zdążył to wyjąć z pudełka, gdy się obudziliśmy.
Okazało się, że powodem naszej pobudki były Luiz i Malia, które próbowały nam zrobić zdjęcie, ale coś im nie wyszło i skończyło się na rozbitej lampie. Po śniadaniu postanowiłam, że dowiem się gdzie mam mieszkać. Okazało się, że daleko w nocy nie zabłądziłam, bo pierwszą noc spędzałam naprzeciwko swego nowego pokoju.
Mój pokój był przepiękny. Duży fioletowo-biały, z czarnymi dodatkami, a sufit był taki jak u Mike‘a. Podłogę pokrywał puszysty biały dywan. Jedna ściana, naprzeciwko drzwi składała się z samych okien z widokiem na ogród. Na środku stało wielkie okrągłe łóżko, naprzeciwko niego wisiała duża plazma. W pokoju było także biurko na którym leżał laptop, dużo szafek i kilka puf oraz dwoje drzwi. Jedne prowadziły do pięknej łazienki, a drugie do wielkiej garderoby. Taki pokój to marzenie każdej dziewczyny.
Gdy dziewczyny się o tym dowiedziały strasznie się cieszyły, więc zamiast się rozpakować, cały dzień spędziłyśmy na gadaniu. Okazało się, że są naprawdę fajne. Luiz jest wnuczka wnuczką Ulla, potrafi zmieniać się w zwierzęta oraz świetnie strzelać z łuku. Jest także władczynią smoków, czyli ma dar porozumiewania się z nimi. Jest też świetną lekarką. Malia natomiast jest córką Loki’ego, więc teoretycznie moją ciocią, dziwne, umie czytać w myślach oraz uczy się magii od 7 lat.
Po całym dniu gadania z dziewczynami postanowiłam się rozpakować, lecz przypomniało mi się, że nie mam walizki, wiec poszłam po nią do Mike’a. Pukałam, lecz nie odpowiadał, weszłam i zauważyłam, że siedzi na łóżku wpatrując się w kartkę.
- Nic ci nie jest?
- Nic..- powiedział szybko odkładając kartkę. – Po co przyszłaś?- powiedział sucho.
Zabolało. Tak wiem sama nie chciałam żeby mnie podrywał, ale kobieta zmienną jest, i to było całkiem miłe, a teraz co?
- No wiesz chciałam się rozpakować, a ty masz moją torbę.
- Jest gdzieś na szafce, chwila. – powiedział i podszedł do szafki. Ja w tym czasie podeszłam do łóżka i wzięłam kartkę. Jak się okazało z przepowiednią.
- Zostaw to, proszę. – powiedział.
- Mike, co się stało? – zapytałam.
- Nic!
- Znam cie dwa dni, a i tak wiem, że coś się dzieje!
- Nie twoja sprawa! – krzyknął.
- Dobrze. – wzięłam kartkę i walizkę, już normalnych rozmiarów.
- Zostaw to!
- Nie! – powiedziałam i wyszłam trzaskając za sobą drzwiami, szybko weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na zamek. Wzięłam walizkę i postanowiłam się rozpakować, słyszałam jak Mike dobijała się do moich drzwi, lecz włączyłam telewizor na full by zagłuszyć hałas. Gdy rozpakowałam wszystko wyłączyłam telewizor, hałasy dawno ucichły. Byłam wściekła na Mike’a, nie wiem do końca, czemu, ale byłam. Nie wiedziałam, co zrobić, więc poszłam się umyć, a później położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę, dopóki nie zasnęłam.
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Ten spóźniony rozdział dedykuje mojej kochanej pół-bułce....
Nie wiem, kiedy będzie 3 rozdział, coś opornie mi on idzie...
Czytasz=Komentujesz 

1 komentarz:

  1. Dziękuję bardzo za dedykacje ;** tez Cię kocham

    OdpowiedzUsuń