poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 2


Pytanie „Kim jesteśmy?” dręczy nas od wieków. Każdy ma swoje przemyślenia w tej sprawie, wszyscy mamy inne poglądy, ale to może opierać się o naszą historie. Czy chcemy czy nie to ona kształtuje to, kim jesteśmy. A ja właśnie zrobiłam pierwszy krok w kierunku poznania mojej historii, a wraz z nią mojego „Ja”…

Stałam właśnie przed wielkimi złotymi drzwiami prowadzącymi do sali tronowej. Mike, Luiza oraz Tyr już do niej weszli, a my czekaliśmy. Ciocia wyglądała na naprawdę szczęśliwą. Jack był cały podekscytowany, zachowywał się jak dziecko, które za chwilę miało wejść do wesołego miasteczka. A ja? Zapewne wyglądałam na zakłopotaną. To wszytko, jest tak niesamowite, że aż trudno mi uwierzyć, że prawdziwe, a z drugiej strony, aż za prawdziwe. Chodzi by to, że tu wszystko wygląda jak rodem z Thora, Marvela, a jednak wiem, że to wszystko jest prawdziwe, wieże w to, nie trzeba mnie przekonywać. Zakłopotanie na mojej twarzy mogło pojawić się także po jakże pięknym przywitaniu. On robił to specjalnie, nie powiem, że mi się to nie podobało, bo podobało, ale i tak już jestem w rozsypce emocjonalne, nie musi tego pogarszać…
Naglę drzwi się otworzyły, ciocia Rose ruszyła w głąb sali, za nią Jack, a na końcu ja. Sala była przepiękna. Doszliśmy do wielkiego, tak jak reszta, złotego tronu, na którym siedział, zapewne Odyn.
-Witajcie!- odezwał się.
-Witaj ojcze!- odpowiedziała ciocia Rose klękając.
-Rose! Tak dawno cię nie widziałem.- wstał i ją uścisnął.- A to zapewne twój syn, Jack, nieprawdaż?- wskazał dłonią na mojego kuzyna
- Więc ty jesteś moim dziadkiem?- spytał Jack, a ją poczułam lekki ból głowy, który zaczął narastać.
-Tak.- powiedział Odyn, rozmawiał z Jackiem, lecz nie wiem, o czym, bo ból głowy był już naprawdę silny, a do tego zaczęło mi jeszcze szumieć w uszach. Nie chciałam tego dać po sobie poznać, więc stałam jakby nigdy nic. Po dłuższej chwili rozmowy z Jackiem, Odyn zwrócił się do mnie.
- Oraz Camill. - powiedział i spojrzał mi w oczy.- Jesteś podobna do matki, lecz oczy...- powiedział i na tym skończył.
- Dzie...dziekuje.- wyjąkałam.
- Wszystko dobrze?- spytał.
- Tak.- powiedziałam już pewniejszy głosem, a Odyn wrócił do swojego tronu i powiedział:
-Więc, witajcie w Asgardzie!- powiedział, a wszyscy uklękli, wszyscy oprócz mnie. Widziałam ciocię, z której spojrzenia wyczytałam że jak najszybciej mam uklęknąć, lecz nie potrafiłam tego zrobić. Stałam tam, gdy nagle wydobył się ze mnie głos, brzmiał jak mój, lecz nim nie był. Nie kontrolowałam tego. Mogłam tylko przysłuchiwać się rozmowie.
- Nie zatrzymacie mnie. Przepowiednia musi się spełnić.
- O czym ty mówisz?- spytał zdziwiony Odyn.
- O połączeniu światów, to musi nastąpić. A ja muszę zburzyć mur. - wszyscy patrzyli się na mnie z otwartymi ustami, sama bym tak na siebie patrzyła. Mówiłam coś, lecz nie zwracałam na to uwagi. To wszystko przypomniało mi o moim śnie, Mike mówił, że Loki mnie szuka, a ciocia.... że on jest moim dziadkiem. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Wiem, że Loki, jest bogiem kłamców oraz złodziei. Ogólnie Loki jest tym zły, lecz ja tak nie uważam. To on został okłamany. Był wychowywany na króla, lecz nie mógł nim zostać. Zawsze wmawiali mu, że olbrzymi są źli, więc chciał ich zniszczyć, a gdy dowiedział się, że jest jednym z nich, zapragnął ich zagłady. Wiem, to wersja Marvela, ale pewnie niewiele się różni od oryginału. Nie wieżę w to, że ktoś może być zły tak po prostu, z siebie. Musi być jakiś powód. A ten wcale nie jest zły.
Postanowiłam z powrotem przysłuchiwać się sobie, mówiłam właśnie o tym, że potwory przekraczają granicę i są już wielką przeszkodą, a coraz trudniej je powstrzymać. Odyn wyglądał na zdziwionego, ale szybko ochłonął i podszedł do mnie. Popatrzył na mnie.
- Czego chcesz?
- O ja chcę wielu rzeczy, chcę zburzyć ten mur, chcę uratować świat. Chcę skończyć z dyskryminacją niektórych bogów i herosów. – zaczął mówić to ten dziwny głos, lecz skończyłam ja. Odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem. Nie wiem, o co chodzi tym całym murem i przepowiednią, ale jeśli mogę zapobiec czyjeś dyskryminacji to zrobię wszystko. A i świat też mogę przy okazji uratować, a co mi tam.
-Dyskryminacją? Kogo my dyskryminujemy?
-Na przykład mojego dziadka, Lokiego…
- Skończ.- krzyknął , a ja umilkłam, nie z powodu krzyku, lecz jego tonu, nie mówił o tym, że jest zły, bardziej mówił jakby było mu żal.- Straże weźcie ją do skrzydła szpitalnego, coś ją opętało.
Chciałam się sprzeciwić, lecz nagły ból głowy mi na to nie pozwolił. Poczułam się słabo i upadałam…
Obudziłam się w łóżku, było ciemno, więc za dużo nie widziała. Po chwili, gdy moje oczy przywykły do ciemności ujrzałam pokój, było w nim dużo kwiatów, kilka szafek, oraz łóżko i 2 krzesła, a na jednym z nich ktoś siedział. Po chwili dotarło do mnie, że to Mike. Ale co on tu robił? Eh, nie ważne.
Chciałam się wygodnie ułożyć i przez przypadek go szturchnęłam, a ten zerwał się tak szybko jak błyskawica. Zaczęłam się śmiać. Wiem może to nie było nic tak bardzo śmiesznego, ale w mojej sytuacji każdy powód jest dobry. Pewnie sobie myślicie, w jakiej ja to mogę być sytuacji, a to takiej, że, jak chociaż dzień spędzę normalnie, to później trzy dni mi odwala.  Nazywam to syndromem półbułki… Czemu? To bardziej skomplikowane niż ta cała mitologia…
Po chwili spróbowałam się opanować, co o dziwo się udało. Popatrzyliśmy my na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Nareszcie atmosfera miedzy nami się rozluźniła.  Po chwili jednak spytałam:
- Co ty tu robisz, i właściwie, co ja tu robię?
- No po tym dziwnym zajściu w Sali Tronowej zemdlałaś, więc cie tu przyniosłem.
- I siedzisz tu cały dzień?
- No tak jakby… - odparł zakłopotany.
- O to miłe. – odpowiedziałam, a on się uśmiechnął. – Która jest godzina??
- Koło pierwszej, a co?
- Nie chce mi się tu siedzieć…
- Wiesz po wizycie w Sali tronowej miałaś pozwiedzać Asgard, a skoro skończyło się tak jak się skończyło to może chcesz żebym ci go pokazał?
- W nocy?
- W nocy jest znacznie piękniejszy…
- No to dobrze. – odpowiedziałam, wyszłam z łóżka i założyła buty.

Szliśmy korytarzami zamku, a Mike opisywał mi, co gdzie się znajduje. Strasznie dużo się śmialiśmy. Gdy zwiedziliśmy cały zamek, w którym znajduje się praktycznie tylko skrzydło szpitalne, sypialnie bogów, jest ich naprawdę sporo, oraz kuchnie, z których ukradliśmy trochę ciastek, wyszliśmy na zewnątrz.
- Za ogrodem znajduje się szkoła, a za nią nasze mieszkania.
- Mieszkacie sami?
- Nie, po kilka osób w domku, ale bez dorosłych.
- Czyli melanże są grube?
- A no czasem się zdarza.
- A kto was uczy w szkole?
- Większość nauczycieli to starsi herosi, lecz niektórych przedmiotów uczą nas bogowie.
- To źle czy dobrze?
- Zależy, od ich nastroju…
- Spoko.
- Choć pokaże ci centrum handlowe?
- Macie tu centrum handlowe? W krainie bogów?
- No a myślisz, że gdzie kupujemy ciuchy?
- No nie wiem, myślałam, że może je jakoś magicznie szyjecie.
- A komu by się chciało?
- No też racja. – powiedziałam i poszliśmy do centrum. Centrum było wielkie, widziałam tam chyba wszystkie sklepy, jakie tylko mogą być w centrum, nawet Biedronkę. Było świetnie chodziliśmy po sklepie, oglądając wystawy i żartują. Okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów.
- Choć.- powiedział do mnie i wskazał w stronę pewnego baru. Wszedł za ladę. – Co waćpanna sobie życzy?
- Och może shake kiwi-banan.
- Co? Właśnie wszystko zniszczyłaś, jak można to pić?
- Przecież to jest pysze..
- To jest ohydne.
- Wcale nie. - kłócilibyśmy się dalej gdyby nie ktoś, kto zaczął wołać:
- Ej, jest tu, kto? – był to niski głos, Mike szybko przyłożył mi rękę do ust i skrył nas za ladą. Mężczyzna przeszedł koło nas, a gdy się oddalił, ugryzłam Mike’a w rękę.
- Auu, co to było?
- Samoobrona wrodzona.
- Gryzienie, serio?
- Tak, a kto to był?
- Ochroniarz, który zazwyczaj nie pilnuje na swojej zmianie, co mu się stało?
- Może postanowił się poprawić w pracy?
- On? Wiesz chyba powinniśmy już iść.
- Ok, a dokąd?
- Może pokażę ci twój pokój?
- Dobrze.- powiedziałam, i poszliśmy.

Przeszliśmy przez piękny ogród i znaleźliśmy się przed szkołą. Mike zatrzymał się i szukał czegoś po kieszeniach.
 - O, chyba mamy problem.
- Jaki?
- Nie wiem gdzie masz pokój, miałem to zapisane na kartce, której nie umiem znaleźć.
- No to nie dobrze.
- No chyba, że pójdziemy do mnie.- zdziwiła mnie ta propozycja, ale nie odmówiłam, przytaknęłam i ruszyliśmy w kierunku mieszkań.

Weszliśmy do jego mieszkania, przeszliśmy przez salon, wspięliśmy się po schodach i przeszliśmy do końca korytarza, a Mike otworzył drzwi. Weszłam do środka. Jak na chłopaka miał ty naprawdę niezły porządek. Siadłam na łóżku i spojrzałam na niego.
- To, co robimy?
- Wiesz ja skoczę po coś do picia, zaczekasz?
- Jasne.- odparłam, a on wyszedł. Wstałam i postanowiłam się porozglądać. Jego pokój był  wielki w niebieskim kolorze, meble były drewniane, lecz największą uwagę przyciągał sufit, wyglądał jak gwiazdy nocą, była to zwykła szyba i diody, ale efekt był niesamowity. Na środku stało wielkie żelazne łóżko. Zauważyłam puchary stojące na regałach, niektóre za zasługi fizyczne, a niektóre wręcz odwrotnie. Na biurku leżał notatnik, lecz postanowiłam go nie dotykać. Przeszłam do półki z książkami, zauważyłam książki takie jak Igrzyska Śmierci, Harry’ego Pottera, Więźnia Labiryntu, i inne fantastyczne książki, coś w moim klimacie. Tak się wciągnęłam w oglądanie książek, że nie zauważyłam, że Mike już przyszedł.
- Lubisz fantasy?- spytał.
- Uwielbiam.
- Ja też.
- Naprawdę? Sam żyjesz w świecie wyciągniętym z takiej książki.
- To, co innego. Czytając o kłopotach innych można zapomnieć o własnych.
- Masz kłopoty, w tym cudownym świecie?
- Wcale nie takim cudownym. Nieważne, to co robimy?- wiedziałam, że zmienia temat specjalnie, ale nie chciałam go do niczego zmuszać.
- Nie wiem, może obejrzymy jakieś filmiki?
I tak całą noc oglądaliśmy filmiki na You Tube, nawet nie wiem, kiedy zasnęłam na jego ramieniu.
I po raz kolejny miłe sny nie raczyły mnie odwiedzić. Tym razem także stałam w ciemnym pomieszczeniu , ale zupełnie innym, wyglądało jak opuszczony zamek, a przez wielkie okna wpadało światło księżyca. Usłyszałam kroki, nie wiedziałam, co robić, gdy nagle ktoś zakrył mi usta od tyłu i zaciągnął kawałek dalej. Chciałam się wyrwać z jego uścisku, szarpałam ile miałam sił, gdy nagle usłyszałam :
- Cii, to ja.
Znałam ten głos, szybko odwróciłam się i z niedowierzaniem spojrzałam na niego. Co on tu robi?! Czy on ma mnie zamiar jeszcze w snach prześladować? Ciekawe, o kogo chodzi… No zgadniecie! No o naszego szanownego waćpana, który dzisiaj już drugi raz próbował mnie uprowadzić!
- Mike!- powiedziałam ostro.
- Cii. – powiedział i przyłożył palec do ust. Zorientowałam się, że nie jesteśmy sami w pomieszczeniu.
- Wiesz, co masz zrobić?- spytał mężczyzna, na co druga osoba mu przytaknęła, a po chwili zauważyłam tylko wybiegającego wilka.  Po chwili Mike wyjrzał za fotela, za którym się skryliśmy i pokazał mi gestem dłoni, że mam wstać. Zrobiłam to niepewnie, ponieważ nie słyszałam by tamten mężczyzna wychodził, lecz nigdzie go nie było.
- Chodź. -powiedział i ujął mnie za rękę, a ja się szybko wyrwałam.
- Może tak najpierw jakieś wyjaśnienia? Co ty robisz w moim śnie, nie powinno cię tu być, a już na pewno nie powinneś mnie próbować uprowadzać! A i tak właściwie to gdzie my jesteśmy?
- Wcale cię nie uprowadzałem, tak się składa, że bogowie widzą, kto ich obserwuje, nawet, jeśli robisz to w snach, no chyba, że dobrze się skryjesz. Więc chciałem cie tylko uratować nie uprowadzić.
- Och dziękuje szlachetny rycerzu . – wtrąciłam sarkastycznie i ukłoniłam się.
- Skończ, mamy mało czasu, a ja musze coś sprawdzić.
- Co?
- No, więc jesteśmy w Szwecji, ale chodzi tu bardziej o to, że ponoć jest tu ukryta przepowiednia.
- Eee, a można jej szukać w śnie?
- No tak, a czemu by nie?
- A nic…- to wszystko jest mega dziwne, ale skoro i tak śpię to, co mi tam. Mike patrzył na mnie, a po chwili znów ujął moja dłoń i lekko pociągnął mnie w stronę jednej z komnat.

Po kilku godzinnym szukania  nic nie znaleźliśmy.
- Byliśmy już chyba wszędzie. – powiedziałam.
- Jeszcze jest wieża.
- Co? To tu jest wieża? Nie wpadło ci do głowy, że czarodziej lub ktoś tam, zawsze mieszka na wieży, a jeśli szukamy przepowiedni to może stworzył ją jakiś czarodziej?
- W pewnym sensie to logiczne..
- Właściwie, śnimy, więc czego ja oczekuje. Mózg wolniej pracuje. Prowadź.
Poszłam za Mike’iem, droga nie była długa. Wspięliśmy się po kręconych schodach i weszliśmy do gabinetu. Widać było, że mieszkał tu czarodziej, lub czarodziejka. Tak czarodziejka oceniałam po ubraniach w szafie. A może nawet czarownica. Na dnie szafy zauważyłam coś dziwnego, wszystko tu takie stare, a tam spoczywało sobie pudełko po Conversach. Wzięłam je do ręki i otworzyłam. Była w nim szkatułka, a na niej kartka.
- Mike! – zawołałam go, a on szybko podszedł i usiadł przy mnie. Wziął z moich rąk kartkę i rozwinął ją.
- W mrok niech wyruszy herosów szóstka,
Ujawni się tam zdrajca, sekret i miłostka,
By nagrodę należną otrzymać,
Przysięgę będą zmuszeni dotrzymać,
Jednemu zawartość kielicha dana,
Jednemu z rodziny zdrada zapisana.
- Co?
- Nie wiem, ale lepiej to wziąć. – powiedział i ledwo zdążył to wyjąć z pudełka, gdy się obudziliśmy.
Okazało się, że powodem naszej pobudki były Luiz i Malia, które próbowały nam zrobić zdjęcie, ale coś im nie wyszło i skończyło się na rozbitej lampie. Po śniadaniu postanowiłam, że dowiem się gdzie mam mieszkać. Okazało się, że daleko w nocy nie zabłądziłam, bo pierwszą noc spędzałam naprzeciwko swego nowego pokoju.
Mój pokój był przepiękny. Duży fioletowo-biały, z czarnymi dodatkami, a sufit był taki jak u Mike‘a. Podłogę pokrywał puszysty biały dywan. Jedna ściana, naprzeciwko drzwi składała się z samych okien z widokiem na ogród. Na środku stało wielkie okrągłe łóżko, naprzeciwko niego wisiała duża plazma. W pokoju było także biurko na którym leżał laptop, dużo szafek i kilka puf oraz dwoje drzwi. Jedne prowadziły do pięknej łazienki, a drugie do wielkiej garderoby. Taki pokój to marzenie każdej dziewczyny.
Gdy dziewczyny się o tym dowiedziały strasznie się cieszyły, więc zamiast się rozpakować, cały dzień spędziłyśmy na gadaniu. Okazało się, że są naprawdę fajne. Luiz jest wnuczka wnuczką Ulla, potrafi zmieniać się w zwierzęta oraz świetnie strzelać z łuku. Jest także władczynią smoków, czyli ma dar porozumiewania się z nimi. Jest też świetną lekarką. Malia natomiast jest córką Loki’ego, więc teoretycznie moją ciocią, dziwne, umie czytać w myślach oraz uczy się magii od 7 lat.
Po całym dniu gadania z dziewczynami postanowiłam się rozpakować, lecz przypomniało mi się, że nie mam walizki, wiec poszłam po nią do Mike’a. Pukałam, lecz nie odpowiadał, weszłam i zauważyłam, że siedzi na łóżku wpatrując się w kartkę.
- Nic ci nie jest?
- Nic..- powiedział szybko odkładając kartkę. – Po co przyszłaś?- powiedział sucho.
Zabolało. Tak wiem sama nie chciałam żeby mnie podrywał, ale kobieta zmienną jest, i to było całkiem miłe, a teraz co?
- No wiesz chciałam się rozpakować, a ty masz moją torbę.
- Jest gdzieś na szafce, chwila. – powiedział i podszedł do szafki. Ja w tym czasie podeszłam do łóżka i wzięłam kartkę. Jak się okazało z przepowiednią.
- Zostaw to, proszę. – powiedział.
- Mike, co się stało? – zapytałam.
- Nic!
- Znam cie dwa dni, a i tak wiem, że coś się dzieje!
- Nie twoja sprawa! – krzyknął.
- Dobrze. – wzięłam kartkę i walizkę, już normalnych rozmiarów.
- Zostaw to!
- Nie! – powiedziałam i wyszłam trzaskając za sobą drzwiami, szybko weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na zamek. Wzięłam walizkę i postanowiłam się rozpakować, słyszałam jak Mike dobijała się do moich drzwi, lecz włączyłam telewizor na full by zagłuszyć hałas. Gdy rozpakowałam wszystko wyłączyłam telewizor, hałasy dawno ucichły. Byłam wściekła na Mike’a, nie wiem do końca, czemu, ale byłam. Nie wiedziałam, co zrobić, więc poszłam się umyć, a później położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę, dopóki nie zasnęłam.
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Ten spóźniony rozdział dedykuje mojej kochanej pół-bułce....
Nie wiem, kiedy będzie 3 rozdział, coś opornie mi on idzie...
Czytasz=Komentujesz 

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 1

Stoję, nie mogę się poruszyć, ciał odmówiło mi posłuszeństwa po tym co zobaczyłam.
Jakieś dwadzieścia metrów przede mną dwóch chłopaków i jedna dziewczyna, walczą ze smokiem. Tak... SMOKIEM. Takim jak w bajkach, tylko że on chyba nie jest milutki jak Szczerbatek. To wielki oślizgły gad z potężnymi skrzydłami i wielkim pyskiem z którego wydobywają się słupy ognia. Nie wiedziałam co robić, tylko stałam jak słup soli.
- Kryj się! - Zawołała do mnie dziewczyna trzymając w ręku wielki miecz. Zaraz, przed chwilą go niemiała...
Myśl ta szybko odeszła kiedy smok zionął ogniem, a ja postanowiłam skryć się za autobus stojący na poboczu.

Może zacznijmy od początku...
Jestem Camille, mieszkam w Polsce, w małym miasteczku razem z moją ciocią i kuzynem. Nie mam rodziców, zginęli w wypadku. Mam piętnaście lat i normalnie chodzę do szkoły. Mam to szczęście że w tej szkole nie musisz nikogo udawać, ludzie lubią cię za to jaki jesteś, czyli w moim wypadku za moją dziwność, kreatywność i zdrowo rypnięty umysł. Oczywiście nie jestem taka ciągle, gdy jestem sama, jestem trochę inna, mroczna... Dobra wróćmy do tematu. Mam dość sporą grupę przyjaciół i kolegów, tak ogólnie to wiedzie mi się świetnie.
Czy to nie dziwne że piętnastolatka chodzi sama o trzeciej w nocy po mieście? Może, ale właśnie wracałam z przyjęcia urodzinowego mojej przyjaciółki. Przez większość drogi szłam z moją koleżanką i jej starszą siostrą, ale kiedy doszłyśmy do ich domu, to postanowiłam, że pójdę sama, choć proponowały mi, że mogą mnie odprowadzić. Teraz żałuję, że im odmówiłam.

Stałam za autobusem i patrzyłam jak trójka nieznanych mi osób walczy z wielkim smokiem. Przysięgam nic nie piłam, no prócz wody i soku jabłkowego. Może to po nim mam takie halucynację. Nie, nie, nie, nie... To wszystko jest zbyt realne.
Na polu walki zobaczyłam dziewczynę, wyglądała na rok starszą ode mnie. Była ładna, miała dość długie blond włosy z czerwonymi pasemkami uplecione w warkocz. Ubrana była w luźny ciemny t-shirt, ciemne jeansy z dziurami, nie jestem pewna czy specjalnymi czy od walki, oraz glany. Jej broń ciągle się zmieniała, raz była włócznią, raz mieczem, a teraz pięknym łukiem.
W walce brał też udział mężczyzna, wyglądał jakby miał koło dwudziestki piątki, był napakowany i silny, typowy mięśniak. Wydaje mi się, że nie miał jednej ręki, ale i tak walczy najlepiej z całej trójki. Miał bardzo długą włócznię i tarczę. Co do jego ubrania nie jestem pewna, ponieważ wydaje mi się, że co chwilę się zmieniało. Raz widziałam go w ciemnych okularach, skurzanej kurtce spodniach oraz glanach, a raz w zbroi rodem z średniowiecza oraz hełmie wikinga ...
No i chłopak, chyba w moim wieku, jest strasznie uroczy.... Tak wiem to nie pasuje do sytuacji, kiedy widzę jak wbija swój miecz w łuski wielkiego potwora, no, ale taka prawda. Miał rozkopane brązowe włosy, pewnie z powodu walki. Był ubrany w zwykły t-shirt, dresową bluzę, jeansy i trampki. No i był uroczy i.... nie no chyba się zakochuję, co nie jest w moim stylu. Mając piętnaście lat jeszcze nigdy się nie zakochałam, tak wiem, dziwna jestem, ale taka prawda, może było kilka lekkich zauroczeń, ale one szybko mijały.
Wracając do tego, co się dzieje w walce, no cóż, chyba smok wygrywa... Czuje, że powinnam im jakoś pomóc, ale jak? Jedyne, co umiem to przywalić mojemu kuzynowi żeby się odczepił, a wątpię, że ten gad jest takim słabeuszem. Jednak czuję, że muszę tam wejść i coś zrobić, nie mogę tu bezczynnie stać i patrzeć jak ci ludzie giną. Porozglądałam się i zauważyłam, że na ziemi leży butelka i długa gałąź. Dałoby się z tego zrobić taka prowizoryczną włócznie. Odnalazłam w moim plecaku taśmę i wzięłam się do roboty.

Kiedy już prawie skończyłam usłyszałam za sobą głos:
- A co ty robisz?- Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę.
- A taką pro...- Dotarło do mnie, że dziewczyna, która do mnie mówiła jest tą samą, która walczyła, ale co się stało, czemu już nie walczy? Szybko się odwróciłam i zauważyłam także resztę jej towarzystwa, w pośpiechu wyjrzałam za autobus i zorientowałam się, że smoka nie ma. - Ale... on... te... s..smok... a... wy... zni... i...
- Tak właśnie przed chwilą go pokonaliśmy. A właściwie, co robisz sama o trzeciej w nocy na ulicy?- Zapytał ten mięśniak.
- Yyy... no.... Ja wracam od przyjaciółki i szłam do domu i...
- Ok. To już wiemy, mam pytanie, czy mogłabyś nam pomóc. Wiesz gdzie mieszka pani Rose Black??
- Rose Black?- Zdziwiło mnie że o nią pytają.- Czego wy chcecie od mojej cioci?
- Twojej cioci?- Powiedział mięśniak, a wszyscy się po sobie popatrzeli.- Nieważne, powiemy ci później, ale proszę zaprowadź nas do niej...
- No ok.


Nie wiedziałam czy dobrze robię prowadząc ich do mojego domu, a co jeśli chcą nas uprowadzić i zabić? Ok. Moja wyobraźnia trochę wariuje. Ale naprawdę nie wiem czy powinnam im ufać, a jednak coś głęboko we mnie mówi mi że nie muszę się ich bać. To może trochę dziwne, ale ufam swojej intuicji, rzadko mnie zawodzi. Raz gdy...
- Zimno ci? - Usłyszałam głos i spojrzałam w kierunku z którego dochodził. Pytał się o to ten uroczy... no znaczy, nawet nie wiem jak ma na imię, spuściłam głowę. Po chwili poczułam jak bluza ląduje na moich ramionach, spojrzałam na niego, był naprawdę uroczy... STOP... ja tak nie mogę, znów spuściłam wzrok. Ja nie mogę się zakochać. Czemu? Po prostu nie, może się boje... Nawet nie wiem czego, ale się boje. To dziwne wiem, ale taka prawda, boję się zakochać. Nie mogę tego zrobić, a jak już to na pewno nie w chłopaku którego pierwszy raz widzę na oczy i nawet nie wiem jak ma na imię...
- Mike.- Powiedział, a ja popatrzałam na niego, najprawdopodobniej z otwarta buzią.
- Co Mike?- Zapytałam.
- No tak mam na imię.- Powiedział i uśmiechnął się. To było dziwne, on mi czyta w myślach czy co?- A ty?
- Camille.- Odpowiedziałam i zauważyłam że właśnie doszliśmy do mojego domu, o dziwo światło w salonie się świeciło. Ciocia powinna już dawno spać, a młodszy ode mnie o rok kuzyn Jack na pewno nie wytrzymałby do tej pory. Otworzyłam drzwi i wpuściłam naszych gości. Zdjęłam buty i bluzę, która podałam Mike'owi.
- Dziękuje.- Powiedziałam i poszłam dalej. W salonie zauważyłam ciocię, która siedziała przy komputerze i coś pisała.- Yyyy... ciociu.. masz gości.
Ciocia popatrzyła w moją stronę oraz na moich towarzyszy, wstała i z uśmiechem na twarzy powiedziała:
- Witaj Tyrze! Wyglądasz młodo jak zawsze.- Uścisnęła się z nim.- A to kto?
- Witaj! A ty pięknie, a to są jedni z moich najlepszych uczniów Mike i Luiza.- Powiedział, jak się domyślam, Tyr.
- O no to świetnie, może kawy?- powiedziała ciocia.


To jest jakiś żart czy coś? O trzeciej w nocy spotykam dwoje nastolatków pod opieką dziwnego mięśniako-wikinga, którzy walczą ze smokiem, a później chcą żebym ich zaprowadziła do mojej cioci, a ona proponuje im kawy? Nie no, normalka.
No, więc Tyr, Mike i Luiza usiedli w salonie, a ja z ciocią poszłyśmy do kuchni.
- To ty ich znasz? Oni walczyli z smokiem i...- Nie wytrzymałam, to dla mnie za dużo, usiadłam na krześle i zakryłam twarz w dłoniach.- Czy ja oszalałam?
- Nie, kochanie.- Powiedziała ciocia i siadła koło mnie.- To wszystko prawda.
- Ale ja..ja... jak??
- Nasza rodzina ma długa historie, a oni są jej częścią..
- Czyli to nasza rodzina?
- No nie do końca. Wszystko zaczęło się od twojej babci, przez przypadek związała się z jednym z nordyckich bogów, Odynem, moim ojcem. Ona nie wiedziała o tym że był bogiem, ale zaszła z nim w ciąże. Później on musiał odejść, a ona się załamała. Gdy miałam cztery lata, sytuację tą postanowił wykorzystać inny bóg, Loki. Tak i powstała twoja matka. Gdy miałam dziesięć lat, nasza matka umarła, a bogowie postanowili nas przygarnąć, tak poznałam Tyra, boga wojny i sprawiedliwości, ojca Jacka.- Patrzyłam na nią z otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w ani jedno słowo, lecz gdzieś w głębi wiedziałam że to prawda, wiedziałam że to wszystko się zdarzyło, ale i tak ciężko było w to uwierzyć.
- Co? Ok. Ta cała sytuacja z tymi bogami jest mega dziwna, ale o dziwo w nią wierzę.- powiedziałam, a po chwili dodałam.- Ale bóg wojny ojcem Jacka? Przecież to mięczak.- Gdy to powiedziałam Rose zmierzyła mnie wzrokiem. - No dobra, a co z moim ojcem?
- Twoja matka nigdy nie powiedziała mi kim był twój ojciec.
- Ok. - powiedziałam z zawodem, w tej samej chwili gdy czajnik oznajmił że woda się zagotowała.
Gdy zalewałam kawę woda ciągle myślałam o tej sytuacji. Co to wszystko ma znaczyć? Że niby moim dziadkiem jest bóg? To wszystko brzmi niedorzecznie. Ale coś mi jednak podpowiada że to prawda. Właśnie skończyłam nalewać wodę, więc wzięłam kubki do salonu. Postawiłam je na stole, a ciocia zaczęła rozmowę.
- Więc, Tyrze, co was tu sprowadza?
- Ymmm no bo.- Tyr popatrzył się na mnie niepewnym wzrokiem.
- Ona wie.- Wtrąciła ciocia.
- Ymm tak? Więc zdaje nam się że Loki próbuje ją odnaleźć, musimy ją ukryć w Asgardzie, a przy okazji na mojego syna też już pora.
- Ach, tak... Dobrze. Więc może jutro wyjedziemy?
Co? Jutro? Nie mogłam uwierzyć że mi to robi, przecież wie że mam idealne życie, przyjaciół, świetna szkołę i co? Ma to tak z dnia na dzień zostawić. Nie mogę. Spojrzałam na ciocię i szybko uciekłam do mojego pokoju, w którym się zamknęłam i nie mogąc więcej o tym myśleć przebrałam w piżamę i zasnęłam.


Byłam w ciemnym pomieszczeniu, nie wiedziałam gdzie. Przez chwilę słyszałam tylko kapanie wody, lecz nagle usłyszałam głos.
- Musimy ją znaleźć! Ona może być naszą ostatnią szansą.
- Tak, wiem, ale nawet jeśli ją znajdziemy to co zrobimy?
- Nie wiem, ale ona może być naprawdę ostatnia szansą. Jest strażniczką, a potwory już zaczynają współpracować.
- Ale myślisz że czemu ostatnią? Te światy nie powinny się spotkać, bogowie nie wytrzymają bez rywalizacji o to który jest lepszy. Chcesz rozpętać trzecia wojnę światową?
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim pozwoliłeś jej matce...
- Skończ! Odyn już wysłał po nią swoich, jeśli mamy ją odbić to tylko z Asgardu, ale oboje nie mamy tam wejścia.
- Ale wiem kto ma...

Obudził mnie stukot do moich drzwi. Podniosłam się na łóżku i wierzchem ręki przetarłam oczy. Powoli docierało do mnie co się stało, to o czym się dowiedziałam i cały ten sen. Coś mówiło mi że to się łączy... Z zamysłu wyrwał mnie ponowny stukot. Szybko wstałam i podeszłam do drzwi. Powoli je otworzyłam. Znając moje szczęście kto mógł stać w drzwiach? No oczywiście że Mike. Wyglądał cudnie... nie no naprawdę musze się ogarnąć. No, ale wracając do tematu, on wyglądał cudnie, a ja w rozczochranych włosach i piżamie, jak strach na wróble.
- Hej, przyszedłem zobaczyć czy już wstałaś, jeśli cię obudziłem to przepraszam.
- Mam być szczera? To tak, obudziłeś mnie, chociaż nie wiem czy to nawet nie lepiej.
- Miałaś sen?- Spytał się z niedowierzaniem.
- Yyy no tak, ale wiesz często miewa się sny.
- Ach, no tak, chodziło mi bardziej o taki proroczy sen lub sen w którym się gdzieś przenosisz, my w Asgardzie miewamy je bardzo często, ale rzadko się zdarza żeby ktoś po pierwszym dniu, miał już sen, właściwie to chyba nigdy.
- No ten sen był taki dość dziwny.
- Opowiedz mi go.- Poprosił, więc go wpuściłam. Szybko pościeliłam łóżko i usiadłam na nim poklepując miejsce koło mnie. Mike szybko usiadł, a ja opowiedziałam mu mniej więcej cały sen.

- To zapewne Loki i Hel, musimy zabezpieczyć Asgard, jeśli ktoś od nich się tam dostatnie to będzie kiepsko.- Powiedział, wstając i chcąc wyjść, lecz szybko złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam w stronę łóżka, oczywiście co się stało? Mike wylądował prosto na mnie. I ja i on mieliśmy zakłopotane miny, i szybko się od siebie odsunęliśmy.
- Prze...przepraszam.- Wyjąkałam.- Ja chciałam tylko się spytać o co w tym wszystkim chodzi. Niby słyszałam wszystko wczoraj, ale nadal nic nie rozumiem. Czyli ze co bogowie sobie tak po prostu istnieją i mają dzieci z ludźmi, po co?
- Po pierwsze nie ma za co, po drugie to nie jest takie proste, niektórzy bogowie robią to dla rozrywki, inni dlatego by mieć potomka, ale jedno jest pewne bogowie nie poradzą sobie bez herosów, przecież ktoś musi odwalać cała czarna robotę, co nie?- Powiedział to i uśmiechnął się pod nosem.- Więcej dowiesz się już w Asgardzie. No właśnie co do wyjazdu, twoja ciocia mówi żebyś się pośpieszyła, bo za jakieś 2 godziny będziemy musieli jechać.
-Ok.- powiedziałam tylko tyle, bo nie miałam ochoty się kłócić, popatrzyłam w stronę okna, widziałam drogę po której biegało kilka dzieciaków. Trudno będzie mi opuścić to miejsce, ale najwidoczniej nie ma wyboru, w końcu życie nie może być cały czas idealne, zdarzają się wzloty i upadki. Raz dzieje się coś dobrego, a raz coś złego. Wszystko jest jak wielkie koło, które się ciągle obraca. Z moich rozmyśleń wyrwało mnie ciepło na moich kolanach. Mike kucał przede mną opierając się o nie, wyglądał tak słodko.
- W Asgardzie jest naprawdę pięknie, poznasz dużo ciekawych ludzi i jeszcze te imprezy. Naprawdę jest cudownie. I pamiętaj zmiany nie zawszę są złe.
Zatkało mnie, siedziałam i gapiłam się na niego, a on powoli wstał i podszedł do drzwi. On chyba naprawdę umie czytać w myślach. Podszedł do drzwi, ale zanim wyszedł powiedział:
- Jesteś urocza gdy się denerwujesz.- I wyszedł, a ja siedziałam na łóżku jak wryta, dopóki nie przyszła ciocia, poinformować mnie że powinnam się spakować.


Stałam na dole z jedna walizką najważniejszych dla mnie rzeczy, i przeglądałam Tumblra, do póki nie przyszła ciocia i całą grupa herosów-i-bosów oraz Jackiem.
- No to wszyscy gotowi, możemy lecieć!- Powiedziała energicznie ciocia, dawno nie widziałam jej w takim nastroju.
- Ale jak to lecimy?- Zapytałam.
- Sama zobacz.- Ciocia otwarła drzwi, z których było widać jak trzy smoki stoją na podwórku, lekko się odsunęłam.
- Zaraz, zaraz, czy podobna gadzina nie chciała was wczoraj pozabijać?- Spytałam się.
- Tak, tamten smok była naprawdę dziki, próbuje go oswoić od roku i nic, ale te tu są jak marzenie.- Wyjaśniła mi Luiz.
- Ok.- Odpowiedziałam niepewnie.
- No to kto z kim leci?
- Ja chcę z Tyrem.- Krzyknął Jack i razem z Tyrem poszli wsiąść, na największego smoka.
- Ok. Pierwszą parę już mamy, zaraz czy to Shadow? Zawsze chciałam na nim polecieć.
- Tak jest mój, więc drugą parę też już mamy.- Powiedziała Luiz i poszła razem z ciocią w stronę złotego smoka, co jak co, ale nie dziwę się czemu ciocia chciała nim polatać.
Pewnie jak zdążyliście już się domyślić to kto mi została? No oczywiście że Mike, a jakby inaczej. Już chciałam wziąć walizkę, kiedy on mnie uprzedził.
- Ja ją wezmę - Wziął ja i magicznym sposobem zmniejszył i wsadził do kieszeni. Wiecie co? Kiedy zobaczy się już smoka, takie rzeczy nie robią na tobie wrażeni.
Powoli poszliśmy w stronę jego smoka, był cały czarny i najmniejszy, ten wyglądał jak Szczerbatek. Mike podszedł do smoka i wsiadła na niego. Kiedy podeszłam do niego podał mi rękę. Usiadłam za Mike'iem. O dziwo było to bardzo fajne uczucie.
- Ok. Zaraz starujemy. - powiedział to, a ja chciałam znaleźć coś do podtrzymania, lecz było już za późno. Już wytarowaliśmy. Szybko złapałam Mike'a w tali, kontem oka widziałam że się uśmiechnął. Lecieliśmy naprawdę szybko, ale uczucie było nieziemskie. Po chwili, gdy wyrównaliśmy lot, rozluźniłam się i puściłam Mike. Było mi strasznie niezręcznie, szczególnie po tym co mi powiedział rano.
- I jak tam?- Spytał.
- Świetnie.
- Trzymaj się - Chciałam zapytać się czego, lecz on już zaczął nurkować w dół więc nie pozostało mi nic innego niż znowu chwycić się jego tali. Drań. Robił to specjalnie.

Po, może, pół godziny lotu wlecieliśmy w tunel, a gdy z niego wyfrunęliśmy zobaczyłam chyba najpiękniejszą rzecz na świecie. Pierwsze co rzuciło się w oczy oczywiście całe miasto ze złota, pałac, domki, wszystko było ze złota, było to coś nieprawdopodobnego. Drugą rzeczą jaka rzucała się w oczy to wieli most mieniący się kolorami tęczy, nad którym właśnie lecieliśmy. Cała okolica była piękna, woda bardzo czysta, widziałam nawet delfiny, o ile to były delfiny. Dookoła rozprzestrzeniały się piękne zielone wzgórza z lasami lub łąkami pełnymi kwiatów. Zaparło mi dech w piersiach na ten widok.
Gdy wylądowaliśmy z smoka i nadal nie mogłam nadziwić się tym widokiem.
- Łał.- Tylko to zdołałam z siebie wydusić, a Mike cicho się zaśmiał.- No co?

- Nic, ale nie wiedziałaś jeszcze wszystkiego.- Powiedział to, przyciągnął mnie do siebie i szepnął.- Witaj w Asgardzie.


~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
Rozdział z dedykacją dla Olivia Lovebug oraz Aleks Herman, za wsparcie przy pisaniu.

Witajcie! 
Mam nadzieje że rozdział się podoba. Taki mały prezent mikołajkowy.
Rozdziały będą dodawane jak na razie w tygodniu. 
Liczę na wasze komentarze. Wszelkie pytania kierowane do bohaterów tu.
Jakieś pytanie do mnie... Zadaj je w komentarzu :*
Lots and Love
Camill

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Prolog

Byłam zwyczajną dziewczyną, kochałam moje życie, przyjaciół. Lecz jeden dzień odmienił moje życie na dobre, jedna wiadomość, jedna noc, jedna osoba… Zaczęło się niewinnie. Mitologia, półbogowie, przepowiednia… lecz gdy sprawy zaczynały nabierać obrotów, ja coraz bardziej się gubiłam.
Przyjaciele stali się wrogami.
Dobro staje się złem.
A miłość najsłabszym punktem.
Droga, która miała pogodzić światy, stała się zgubą dla wielu. W drodze by poznać, kim tak naprawdę jestem, straciłam swoje prawdziwe ja. Czy kiedyś je odnajdę? Czy uratuje tych, których kocham? Czy pogodzę światy i ocalę wszystkich?
Nie wiem.

Wiem, że wszyscy na mnie liczą, liczą na Camill.

~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.

Hejo. Więc o to i prolog. Dawno nie pisała... ale to opowiadanie musiałam, pomysł siedzi w mojej głowie i nie chce mnie opuścić, za to jestem mu wdzięczna.
Mam nadzieje że się podoba. Komentarze mile widziane....

Lots of Love

Camill